Doktor Jean McClellan poświęciła większość życia badaniom naukowym dotyczących ośrodka Wernickiego w mózgu. Nigdy nie interesowała się polityką, a strajki pozostawiała innym. Gdy jednak nowy rząd amerykański postanawia przywrócić dawny wygląd świata, sprzed ponad stu lat, zaczyna tego żałować. Kobietom nie tylko zostają odebrane prawa wyborcze, czy posady, ale również słowa. Każda kobieta, bez względu na wiek, czy status społeczny, jest zmuszona do noszenia licznika słów, którego liczba nie może przekroczyć stu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ocena 4. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ocena 4. Pokaż wszystkie posty
Dwory - czy mi się podobały? Recenzja serii Sary J. Maas
W dzisiejszej recenzji nie znajdziecie krótkiego opisu wprowadzającego do fabuły książki, gdyż będę opowiadać o całej serii i chciałabym to zrobić bez spoilerów, jak najbardziej się da. To oznacza, że każdy może przeczytać moją jakże skromną opinię. Miłej lektury!
Już we wstępie wspomnę, że pierwszy tom serii - „Dwór Cierni i Róż” nie oczarował mnie tak jak resztę czytelników. Owszem książka sama w sobie podobała mi się, lecz nic poza dobrą i przyjemną w lekturze powieścią w niej nie widziałam. Po części byłam trochę zawiedziona, gdyż po przeczytaniu „Szklanego Tronu” spodziewałam się ogromnego ‘WOW’, do tego dochodziły zachwyty innych, których nie byłam w stanie zrozumieć. Mimo to dałam się nakłonić kilku osobom, bym przeczytała drugi tom, bo jak to mi powiedziano – jest on znacznie lepszy od poprzedniego. Tak też zrobiłam, bo nie należę do osób, które od razu skreślają serie tylko dlatego, że pierwszy tom nie spełnił osobistych oczekiwań.
Czytaj dalej
Już we wstępie wspomnę, że pierwszy tom serii - „Dwór Cierni i Róż” nie oczarował mnie tak jak resztę czytelników. Owszem książka sama w sobie podobała mi się, lecz nic poza dobrą i przyjemną w lekturze powieścią w niej nie widziałam. Po części byłam trochę zawiedziona, gdyż po przeczytaniu „Szklanego Tronu” spodziewałam się ogromnego ‘WOW’, do tego dochodziły zachwyty innych, których nie byłam w stanie zrozumieć. Mimo to dałam się nakłonić kilku osobom, bym przeczytała drugi tom, bo jak to mi powiedziano – jest on znacznie lepszy od poprzedniego. Tak też zrobiłam, bo nie należę do osób, które od razu skreślają serie tylko dlatego, że pierwszy tom nie spełnił osobistych oczekiwań.
Powieść o upadku czyli "Ameryka w ogniu" - Omar El Akkad

W 2074 r. na świecie panuje chaos i zamęt. W Stanach Zjednoczonych — jednym z największych krajów świata, wybucha II wojna secesyjna w historii. W wielu zakątkach świata, panuję ogromny nieznośny upał wynikający z gwałtownego ocieplenia, natomiast poziom mórz, znacznie się podnosi, zalewając pokaźne tereny. Sarat, nigdy nie znała świata pełnego pięknych zielonych pastwisk, czy lasów. Zna tylko wojnę, zaduch i cierpienie wynikające ze straty bliskich.
Ameryka w ogniu to książka, którą czytałam bardzo długo. Powodem nie był styl autora ani fabuła, która była całkiem dobrze zbudowana i najzwyklej w świecie ciekawa. Powodem był temat, a raczej tematy, jakie autor porusza. Omar el Akkad pokazuje nam świat, w którym dotychczasowe problemy ludzkości, jak stałe ocieplanie się planety, choroby, czy spory polityczne, kumulują się i tworzą z ziemi piekło. Pokazuje również świat, w którym mała niewinna i ciekawa świata dziewczynka, zamienia się we wrak człowieka, pełnego nienawiści.
Piękno w smutku. "Tam dokąd zmierzamy" - B. N. Toler│RECENZJA
Całe życie Charlotte zawaliło się w momencie, gdy miała wypadek. Od tamtego momentu zaczęła dostrzegać duszę tych, którym nie udało się przejść na drugą stronę, tych których na ziemi posiadają niedokończone sprawy. Opuszczona przez własną rodzinę i bliskich postanowiła wyjechać z rodzinnego miasta i pomagać napotykanym na drodze zbłąkanym duszom.
Po latach od tamtych wydarzeń, dziewczyna znajduję się na moście, gdzie rozważa wybór skoku i odejścia z tego świata. Wie, że tak naprawdę na świecie jest sama. Bez rodziny, przyjaciół, pieniędzy i bliższych perspektyw na przyszłość postanawia dokonać ten ostatni krok, prowadzący prosto w ramiona śmierci. Od tego pomysłu odwodzi ją w ostatniej chwili, kolejna napotkana zbłąkana dusza – Ike McDermott. Ike proponuje dziewczynie, iż w zamian za pomoc w rozwiązaniu własnej niedokończonej sprawy, pomoże jej odbudować życie.
Czytaj dalej
Po latach od tamtych wydarzeń, dziewczyna znajduję się na moście, gdzie rozważa wybór skoku i odejścia z tego świata. Wie, że tak naprawdę na świecie jest sama. Bez rodziny, przyjaciół, pieniędzy i bliższych perspektyw na przyszłość postanawia dokonać ten ostatni krok, prowadzący prosto w ramiona śmierci. Od tego pomysłu odwodzi ją w ostatniej chwili, kolejna napotkana zbłąkana dusza – Ike McDermott. Ike proponuje dziewczynie, iż w zamian za pomoc w rozwiązaniu własnej niedokończonej sprawy, pomoże jej odbudować życie.
"Runa" - Vera Buck. Historia o mrocznych początkach psychiatrii.
Jest XIX, podczas którego rozpoczynają się mroczne początki psychiatrii. We Francji, a dokładniej w Paryżu, doktor Charcot — jest jednym z najbardziej znanych i poważanych neurologów oraz lekarzem prowadzących badania na temat histeryczek. Gdy pewnego dnia do Salpêtrière trafia tajemnicza dziewczynka — Runa, świat Joriego wywraca się do góry nogami. Nigdy nierzucający się w oczy, szwajcarski student medycyny, pod wpływem chwili zgłasza się na ochotnika, by przeprowadzić operacje na mózgu dziewczynki. Jori z czasem zastanawia się, co popchnęło go do wyboru tej pochopnej decyzji, przez którą jego kariera mogłaby stanąć na włosku. Wewnętrznie jednak wie, że nie może się wycofać, gdyż od tego zależy jego praca doktorska zaś od jego pracy, zależy czy uda mu się uratować, kogoś dla niego ważnego.
Czytaj dalej
Przeważnie nie sięgam po powieści tego typu. Książki opierające się na historii, raczej omijam szerokim łukiem, zamiast się w nich zaczytywać. Tym razem jednak postanowiłam sięgnąć po "Runę". Zadacie sobie pytanie — dlaczego? Skoro nie sięgam po takie książki, to co spowodowało, że postanowiłam tę książkę przeczytać? Już śpieszę Wam z odpowiedzią. Bardzo zaintrygował mnie opis, a gdy w późniejszym czasie pojawił się trailer, moja ciekawość tylko wzrosła. Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam krótko i zwięźle tę powieść, która swoją historią wstrząsnęła mnie i zszokowała.
Na samym początku powieści, znajdziemy kilka pobocznych wątków, które początkowo nie będą miały dla nas żadnego sensu, lecz z czasem zaczną się łączyć w jeden ciekawy spójny motyw. Każdy z bohaterów, ma swój niepowtarzalny charakter i każdy z nich kieruje się innymi motywami. Nawet poboczne postacie są świetnie skonstruowane. Jakby tego było, nie tylko bohaterowie są świetnie dopracowani, ale również sam sposób, w jaki autorka pisze, powoduje, że czułam klimat tamtejszych czasów.
Na samym początku powieści, znajdziemy kilka pobocznych wątków, które początkowo nie będą miały dla nas żadnego sensu, lecz z czasem zaczną się łączyć w jeden ciekawy spójny motyw. Każdy z bohaterów, ma swój niepowtarzalny charakter i każdy z nich kieruje się innymi motywami. Nawet poboczne postacie są świetnie skonstruowane. Jakby tego było, nie tylko bohaterowie są świetnie dopracowani, ale również sam sposób, w jaki autorka pisze, powoduje, że czułam klimat tamtejszych czasów.
Historia (jak już wiecie) rozgrywa się na tle historycznym, w czasach, gdy kobiety nie miały praw do niczego. Wtedy, by uznać je za wariatki, wystarczało niewiele. Wtedy kliniki były często przepełnione, a w szpitalach kobiety były maltretowane, bite, kąpane w zimnej wodzie oraz okrutnie izolowane. Sposoby, które stosowano wówczas, by "leczyć" pacjentki, w dzisiejszych czasach uznane byłyby nie tylko za bzdury, ale i za tortury. Gdy to czytałam, nie wierzyłam, że coś takiego mogło się dziać naprawdę. A jednak.
"Runa" to dobra powieść, która według mnie, jest godna chociażby Waszej uwagi, nawet jeżeli nie przepadacie za książkami historycznymi. Jest to powieść bardzo złożona i na pewno nie należy do płytkich historii. Vera Buck stworzyła kawał dobrej roboty, popisując się świetnym warsztatem pisarskim oraz umiejętnością tworzenia wyjątkowych i niepowtarzalnych postaci.
"Runa" to dobra powieść, która według mnie, jest godna chociażby Waszej uwagi, nawet jeżeli nie przepadacie za książkami historycznymi. Jest to powieść bardzo złożona i na pewno nie należy do płytkich historii. Vera Buck stworzyła kawał dobrej roboty, popisując się świetnym warsztatem pisarskim oraz umiejętnością tworzenia wyjątkowych i niepowtarzalnych postaci.
Tytuł: Runa
Autor: Vera Buck
Wydawnictwo: Initium
Data wydania: 3 września 2018
Liczba stron: 592
Autor: Vera Buck
Wydawnictwo: Initium
Data wydania: 3 września 2018
Liczba stron: 592
★★★★
Dowiedz się jak to jest tonąć w czasie - czyli "Toń" Marty Kisiel.
Dzieciństwo nigdy nie istniało dla sióstr Stern, a przynajmniej nie wyglądało tak, jak dzieciństwo wyglądać powinno. Wychowywanie przez stanowczą, wręcz apodyktyczną ciotkę oraz całkowite trzymanie się absurdalnych zasad spowodowały, że Justyna - dla przyjaciół - Dżusi Stern postanowiła kiedyś uciec od własnej rodziny i odejść od dziwacznego, pozbawionego szczęścia domu rodzinnego, w poszukiwaniu czegoś "normalnego". Jednak po latach Dżusi wraca do punktu wyjścia i ponownie znajduje się w swoim dawnym domu, wraz z własną siostrą, na wezwanie znienawidzonej ciotki. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, została wezwana po to, by popilnować mieszkania, gdyż ciotka wyjeżdża, a jej siostra Eleonora pracuje, więc nikogo prócz kota nie będzie w mieszkaniu. Warto dodać, że jedna z nadal panujących w domu Sternówien zasad brzmi - pod żadnym pozorem nie zostawiać mieszkania pustego zaś kolejna, żeby pod żadnym pozorem, nie wpuszczać do niego nikogo. I tak oto od złamania tych dwóch zasad rozpoczyna się cała szalona historia opowiadająca o nietypowej rodzinie i o ich podróżach w czasie.
Czytaj dalej
Jak ważne jest przetrwanie? Czyli zakończenie dylogii z Sídhe . "The Call: Inwazja" - Peadar O'Guilin│RECENZJA
Młodzieżówka na wysokim poziomie "Jej wysokość P." - Joanne Macgregor │RECENZJA
Peyton to młoda dziewczyna z ponadprzeciętnym wzrostem i rozmiarem buta. Przez swoje ponad metr osiemdziesiąt wzrostu wyróżnia się wśród swoich rówieśników, którzy ciągle naśmiewają się z niej, przezywając ją Wielką P. Pewnego dnia ze znajomymi w pracy wdraża się w dyskusje o to, czy wysocy chłopcy są zainteresowani związkiem z wysokimi dziewczynami. Peyton chcąc udowodnić swoją rację, postanawia założyć się o to, czy chłopak siedzący nieopodal ją pocałuje. Gdy tak się staje, niezadowoleni współpracownicy Peyton, postanawiają się ponownie założyć, tym razem o coś więcej. Dziewczyna musi pójść na minimum cztery randki, a następnie na bal maturalny z chłopakiem o dobre parę centymetrów wyższym od niej.
Czytaj dalej
Wyjątkowa szkoła z wyjątkową uczennicą oto "Nieodgadniony" - Maureen Johnson│RECENZJA
Akademia Ellinghamów nie jest zwykłą szkołą – zbudowana przez znanego milionera na początku XX wieku malownicza rezydencja skrywa tragiczną historię założyciela i jego rodziny. Morderstwo tam dokonane stało się jedną z największych zagadek kryminalnych USA, którą Stevie ma zamiar rozwiązać. Stevie to utalentowana dziewczyna, interesująca się kryminalnymi sprawami. Marząc o pracy detektywa i rozwiązania swojej własnej sprawy dziewczyna postanawia uczyć się w akademii, przy okazji prowadząc swoje własne prywatne śledztwo. Okazuje się jednak, iż otwieranie starych ran nie jest najlepszym pomysłem. W szkole ginie jeden z uczniów, a sprawy się komplikują, gdy zostaje odnaleziony w jednym z niedawno odkopanych tuneli. Jak to się skończy dla Stevie? Kim jest Nieodgadniony?
Czytaj dalej
Książka dla fana czyli "Fandom" - Anna Day│RECENZJA
Violet jest fanką dystopijnej powieści „Taniec na szubienicy”, która zaskarbiła sobie serca wielu czytelników. Książka stojąca na równi z „Igrzyskami Śmierci” i „Niezgodną” doczekała się również ekranizacji. Gdy Violet dowiaduje się, że na najbliższym Comic Conie znajdzie się aktor grający jej ulubionego bohatera – Willowa, dziewczyna nie może się doczekać, aż znajdzie się na festiwalu. Otoczona fanami różnych serii, komiksów i filmów wyczekuje, wraz z bratem i przyjaciółkami na spotkanie ze znanym aktorem, gdy jednak do niego dochodzi dziewczyna, jest nim zawiedziona. O wiele bardziej wolałaby poznać prawdziwego Willowa.
Niespodziewanie dziewczyna mdleje i wraz ze swoimi towarzyszami budzi się w świecie swojej ulubionej książki. Gdy przypadkiem jedna z przyjaciółek Violet doprowadza do śmierci głównej bohaterki – Rose, zostają uwięzieni w tym okrutnym świecie. Niestety, by się wydostać muszą doprowadzić historie do końca, a to oznacza, że ktoś musi wcielić się w rolę Rose.
Czytaj dalej
Niespodziewanie dziewczyna mdleje i wraz ze swoimi towarzyszami budzi się w świecie swojej ulubionej książki. Gdy przypadkiem jedna z przyjaciółek Violet doprowadza do śmierci głównej bohaterki – Rose, zostają uwięzieni w tym okrutnym świecie. Niestety, by się wydostać muszą doprowadzić historie do końca, a to oznacza, że ktoś musi wcielić się w rolę Rose.
Powieść o codziennym życiu w powojennej Ameryce. "Błoto" - Hillary Jordan│RECENZJA
Tymczasem z wojny wraca młodszy brat Henrego – Jamie oraz Ronsel – syn Jacksonów, czarnoskórych dzierżawców farmy. Między oboma mężczyznami, po podobnych doświadczeniach i przeżyciach, natychmiast nawiązuje się nić porozumienia. W ciągu paru dni stają się najlepszymi przyjaciółmi, lecz niestety, warunki południa oraz panujący tam powszechnie rasizm, stoją na przeszkodzie ich przyjaźni. Jak to się skończy dla obu rodzin?
W tej książce urzekło mnie to, jak autorka sprytnie i zwinnie przeplatała ze sobą różnego rodzaju retrospekcje i wątki, gdyż trzeba przyznać, że tych nie brakowało. Bardzo podobało mi się to, jak uzupełniały się one wzajemnie i odkrywały przede mną przeszłość bohaterów.
W „Błocie” bohaterowie są złożeni i niesamowicie ciekawi. Podobało mi się to, że mogłam spojrzeć na tę historię ich oczami. Miałam wrażenie, że siedzę w ich głowie, przy okazji rozumiejąc (przynajmniej częściowo) ich złość, ból i cierpienie. Najbardziej w tej powieści polubiłam Laurę, która mimo tego, że nie należy do tych odważnych i zadziornych bohaterek, zdobyła moją sympatię. Zdobyła ją przede wszystkim dlatego, że wydała mi się ona ludzka i prawdziwa. Ot co — zwykła kobieta, która ciężko przechodzi zmianę otoczenia, która musi się martwić o córki oraz masę innych spraw.
W „Błocie” bohaterowie są złożeni i niesamowicie ciekawi. Podobało mi się to, że mogłam spojrzeć na tę historię ich oczami. Miałam wrażenie, że siedzę w ich głowie, przy okazji rozumiejąc (przynajmniej częściowo) ich złość, ból i cierpienie. Najbardziej w tej powieści polubiłam Laurę, która mimo tego, że nie należy do tych odważnych i zadziornych bohaterek, zdobyła moją sympatię. Zdobyła ją przede wszystkim dlatego, że wydała mi się ona ludzka i prawdziwa. Ot co — zwykła kobieta, która ciężko przechodzi zmianę otoczenia, która musi się martwić o córki oraz masę innych spraw.
Ta codzienność tamtych czasów, ten klimat i przede wszystkim ta okrutna rzeczywistość, dla czarnoskórych, która panowała niegdyś w Ameryce, dodają tej książce czegoś poruszającego. Czegoś, co czyni tę powieść bardziej wartościową i godną przeczytania. Jeżeli szukacie, książki, która coś ze sobą niesie, to myślę, że warto sięgnąć po „Błoto” Hillary Jordan.
Warto dodać, że autorka pozostawiła tę historię częściowo otwartą, zostawiając nam – czytelnikom, domysły jak potoczą się dalsze losy Ronsela. Osobiście nie przepadam za takimi zakończeniami, jednak tym razem mi to nie przeszkadzało, gdyż Pani Jordan zrobiła to świetnie, dodając uroku tej powieści.
Warto dodać, że autorka pozostawiła tę historię częściowo otwartą, zostawiając nam – czytelnikom, domysły jak potoczą się dalsze losy Ronsela. Osobiście nie przepadam za takimi zakończeniami, jednak tym razem mi to nie przeszkadzało, gdyż Pani Jordan zrobiła to świetnie, dodając uroku tej powieści.
„Błoto” to wciągająca powieść, rozgrywająca się w powojennych Stanach, opowiadającą historie zwykłych ludzi, ale jakże wyjątkową. Myślę, że spodoba się każdemu (albo przynajmniej większości) kto spróbuje po tę książkę sięgnąć.
Tytuł: Błoto
Tytuł oryginału: Mudbound
Autor: Hillary Jordan
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 16 kwietnia 2018
Liczba stron: 352
Tytuł: Błoto
Tytuł oryginału: Mudbound
Autor: Hillary Jordan
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 16 kwietnia 2018
Liczba stron: 352
★★★★
"Pierwszy róg" - Richard Schwarz│RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
Havald i Leandra wraz z garstką podróżujących, zostają uwięzieni w gospodzie przez burzę śnieżną. Zasypani śniegiem, spokojnie czekają na koniec zamieci. Niestety, porządek nie trwa długo. Wcześnie rano, właściciel gospody znajduje jednego ze swoich parobków, rozszarpanego we własnej stajni. Wszystko wskazuje na to, że w zajeździe czai się wilkołak. Jakby tego było mało, w głównej wieży, którą zamieszkuje gospodarz wraz z córkami, zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Otóż pod piwnicą zostaje odkryte tajemnicze pomieszczenie. Gospodarz, obawiając się o swoje życie i córek prosi Havalda – byłego starszego rycerza i jego nową towarzyszkę – młodą maestrę Leandre o pomoc. Tymczasem burza nie ma zamiaru odejść, nienaturalnie stojąc w miejscu, za sprawą starej pradawnej magii, która z niewiadomych przyczyn została rozbudzona. Losy uwięzionych są zależne od tego, czy uda im się odkryć tajemnice skrywaną przez budynek.
Czytaj dalej
"Powiedz wreszcie prawdę" - Dana Reinhardt│RECENZJA
"Uzależnienie nie mija bez walki. Jeśli tak się dzieję, to najprawdopodobniej nie było to uzależnienie."Nie ma co ukrywać, jest to bardzo ciekawa pozycja. Jak na tak krótką powieść, książka ta skrywa bardzo wiele. Historia oraz bohaterowie przedstawieni w niej, są niesamowicie prawdziwi.
Dziesięć tysięcy słońc na tobą - Claudia Grey│RECENZJA
Mija parę miesięcy od odkrycia spisku Conleya. Przez ten czas rodzina Marguerite, żyję niespokojnie, zastanawiając się jak rozwiązać ten niecodzienny problem. Za to u Theo zaczynają się pojawiać pierwsze objawy zażywania włamywacza. Chłopak w końcu trafia do szpitala, a lekarze nieznający narkotyku, nie mogą mu pomóc. Dlatego też Paul – najlepszy przyjaciel Theo, postanawia przenieść się do wymiaru, skąd pochodzi włamywacz i zdobyć na niego antidotum. Niestety, nie wraca, a zaniepokojona Marguerite postanawia go odszukać, pomimo sprzeciwu rodziny. Tak jak poprzednim razem, podczas podróży między wymiarami towarzyszy jej Theo. Tym razem jednak cel wyprawy jest inny, a z Marguerite podróżuję przyjaciel, zamiast szpieg Triadu.
Pisząc tę recenzję, jestem w stanie stwierdzić jedno – autorka zrobiła postęp. Potrafiła zaskoczyć, rozśmieszyć, czasem może i wzruszyć. Miałam możliwość poznać trochę lepiej bohaterów.
W tej recenzji może pojawić się sporo odwołań do poprzedniej części, ponieważ chcę wam pokazać „przemianę”, jaka nastąpiła między pierwszym a drugim tomem.
Tak jak powyżej wspomniałam część ta, potrafi rozbawić i zaskoczyć. Nie pamiętam, by i tak było w Tysiąc odłamków ciebie. Zdarzyła się sytuacja, gdzie zaczęłam śmiać się głupkowato do siebie, ponieważ rozbawiła mnie niezręczna sytuacja, w której odnaleźli się Theo i Marguerite :’) Pojawiło się również parę zaskakujących momentów. Miła odmiana, ponieważ nie wiem, czy pamiętacie, gdy pisałam, że pierwszy tom był przewidywalny.
Nie ma co ukrywać – Marguerite należy do tych irytujących bohaterek. Nie raz miałam ochotę przywalić jej czymś w łeb. Jednak jest również jedną z tych paradoksalnych postaci, które pomimo tego, że was denerwują, to z czasem zaczynacie trzymać dla nich kciuki, a nawet się do nich przywiązujecie. W tej części, Marguerite przechodzi pewną przemianę. Jej poglądy się zmieniają, a my widzimy ten proces. Podobało mi się to, że przebiegał on naturalnie oraz to, że ta cała zmiana była jak najbardziej uzasadniona.
Mieliśmy również szansę poznać Theo z wymiaru Marguerite. Jest on wrażliwy i sarkastyczny. Starał się ukrywać złamane serce, co nie oznacza, że zawsze mu to wychodziło. Co tu wiele mówić. Uroczy chłopak. Bardzo go polubiłam.
Pamiętacie jak w recenzji Tysiąc odłamków, ciebie narzekałam na super, mega, szybką orientację głównych bohaterów, po odnalezieniu się w nowym wymiarze?
Mam wrażenie, że w Dziesięć tysięcy słońc nad tobą uległo to minimalnej poprawie. Chwilami udzielała mi się dezorientacja głównej bohaterki, ponieważ pozory myliły nas obie.
Podsumowując, myślę, że Dziesięć tysięcy słońc nad tobą to całkiem dobra książka.
W porównaniu do swojego poprzednika potrafi wciągnąć, zaskoczyć i kierować emocjami. Podobno kolejny tom jest jeszcze lepszy :) Jest u mnie na półce, więc niedługo sama się przekonam.
Czytaj dalej
W tej recenzji może pojawić się sporo odwołań do poprzedniej części, ponieważ chcę wam pokazać „przemianę”, jaka nastąpiła między pierwszym a drugim tomem.
Tak jak powyżej wspomniałam część ta, potrafi rozbawić i zaskoczyć. Nie pamiętam, by i tak było w Tysiąc odłamków ciebie. Zdarzyła się sytuacja, gdzie zaczęłam śmiać się głupkowato do siebie, ponieważ rozbawiła mnie niezręczna sytuacja, w której odnaleźli się Theo i Marguerite :’) Pojawiło się również parę zaskakujących momentów. Miła odmiana, ponieważ nie wiem, czy pamiętacie, gdy pisałam, że pierwszy tom był przewidywalny.
Mieliśmy również szansę poznać Theo z wymiaru Marguerite. Jest on wrażliwy i sarkastyczny. Starał się ukrywać złamane serce, co nie oznacza, że zawsze mu to wychodziło. Co tu wiele mówić. Uroczy chłopak. Bardzo go polubiłam.
Pamiętacie jak w recenzji Tysiąc odłamków, ciebie narzekałam na super, mega, szybką orientację głównych bohaterów, po odnalezieniu się w nowym wymiarze?
Mam wrażenie, że w Dziesięć tysięcy słońc nad tobą uległo to minimalnej poprawie. Chwilami udzielała mi się dezorientacja głównej bohaterki, ponieważ pozory myliły nas obie.
Podsumowując, myślę, że Dziesięć tysięcy słońc nad tobą to całkiem dobra książka.
W porównaniu do swojego poprzednika potrafi wciągnąć, zaskoczyć i kierować emocjami. Podobno kolejny tom jest jeszcze lepszy :) Jest u mnie na półce, więc niedługo sama się przekonam.
Tytuł: Dziesięc tysięcy słońc nad tobą
Tytuł oryginału: Ten Thousand Skies Above You
Autor: Claudia Grey
Cykl: Fireberd
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 27 wrzesienia 2017
Ilość stron: 432
★★★★
"Slammed" – Colleen Hoover│PRZEDPREMIEROWO
Tytuł:
Slammed
Tytuł oryginału: Slammed
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: YA!
Wydanie: II
Data wydania: 15 lutego 2018
Ilość stron: 282
Gatunek: romans, literatura młodzieżowa
Tytuł oryginału: Slammed
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: YA!
Wydanie: II
Data wydania: 15 lutego 2018
Ilość stron: 282
Gatunek: romans, literatura młodzieżowa
Layken przeżywa najgorszy okres w swoim życiu. Nie dość, że
musi się zmagać ze stratą ojca, z braku środków finansowych, musi również przeprowadzić
się ze swojego rodzinnego miasta do Michigan.
Gdy dziewczyna dociera na miejsce, poznaję mieszkającego naprzeciwko Willa. Od razu między nimi coś iskrzy. Chłopak postanawia zaprosić więc Lake na wyjątkową randkę, gdzie dziewczyna ma szanse poznać go trochę z innej strony. Para dobrze się ze sobą czuję i wydawałoby się, że czeka ich razem piękna przyszłość.
Niestety, pierwszego dnia szkoły, na jaw wychodzi coś, co nie zostało dopowiedziane, a wszystko, co wydawało się na wyciągnięcie ręki, teraz jest odległe i, prawie że nieosiągalne.
Gdy dziewczyna dociera na miejsce, poznaję mieszkającego naprzeciwko Willa. Od razu między nimi coś iskrzy. Chłopak postanawia zaprosić więc Lake na wyjątkową randkę, gdzie dziewczyna ma szanse poznać go trochę z innej strony. Para dobrze się ze sobą czuję i wydawałoby się, że czeka ich razem piękna przyszłość.
Niestety, pierwszego dnia szkoły, na jaw wychodzi coś, co nie zostało dopowiedziane, a wszystko, co wydawało się na wyciągnięcie ręki, teraz jest odległe i, prawie że nieosiągalne.
Gdy zaczęłam czytać Slammed
myślałam, że rozerwę tę książkę na strzępy. Wszystko w tej książce działo się
za szybko. W ciągu paru stron byłam w stanie znienawidzić Willa, który był ZBYT
idealny. Błagałam, by na jaw wyszła jakaś jego wada. I tak przez około pięćdziesiąt
stron, męczyłam się i zaklinałam siebie w duszy, by tę przesłodzone męczarnie
dobiegły końca. Nie byłam w stanie uwierzyć, że takie coś wyszło spod pióra Hoover.
Gdy nagle, jak na zawołanie, stało się. Książka zaczęła mi się podobać. Jednak
nie przekonałam się do tej powieści natychmiast, lecz stopniowo. Ciekawie zaczęło
być w momencie, gdzie skończyłam pisać opis.
Przechodząc do samych postaci – Willa i Layken czy raczej
Lake, bo tak ją wszyscy nazywają.
Są to dosyć podobne do siebie osobowości. Oboje stracili rodziców, oboje nad tym ubolewają i uwaga, coś, czego na pewno nie wiedzieliście – oboje są w sobie nieszczęśliwie zakochani. Lake to dobra i sympatyczna dziewczyna, która nigdy nie miała najlepszej przyjaciółki. Gdy przeprowadza się do nowego miasta w Michigan, prócz Willa poznaje Eddie – dziewczynę z trudnym dzieciństwem, która pomimo tego jest bardzo pozytywna. Will jest za to odpowiedzialny i opiekuńczy, jego przeszłość również nie jest kolorowa. Otóż w wieku 19 lat stracił obu rodziców i musiał zrezygnować ze studiów, by zaopiekować się młodszym bratem.
Czy ich polubiłam? – Tak. Czy im kibicowałam? – Tak. Czy ich uwielbiam? – Nie koniecznie. Jak wspomniałam, polubiłam ich, jednak często mnie irytowali, momentami zachowywali się dziecinnie. Dlatego niestety irytacja stanęła na przeszkodzie do mej bezgranicznej miłości wobec nich. Byli uroczy. Jednak nic poza tym.
Są to dosyć podobne do siebie osobowości. Oboje stracili rodziców, oboje nad tym ubolewają i uwaga, coś, czego na pewno nie wiedzieliście – oboje są w sobie nieszczęśliwie zakochani. Lake to dobra i sympatyczna dziewczyna, która nigdy nie miała najlepszej przyjaciółki. Gdy przeprowadza się do nowego miasta w Michigan, prócz Willa poznaje Eddie – dziewczynę z trudnym dzieciństwem, która pomimo tego jest bardzo pozytywna. Will jest za to odpowiedzialny i opiekuńczy, jego przeszłość również nie jest kolorowa. Otóż w wieku 19 lat stracił obu rodziców i musiał zrezygnować ze studiów, by zaopiekować się młodszym bratem.
Czy ich polubiłam? – Tak. Czy im kibicowałam? – Tak. Czy ich uwielbiam? – Nie koniecznie. Jak wspomniałam, polubiłam ich, jednak często mnie irytowali, momentami zachowywali się dziecinnie. Dlatego niestety irytacja stanęła na przeszkodzie do mej bezgranicznej miłości wobec nich. Byli uroczy. Jednak nic poza tym.
Slammed
często było w stanie mnie rozśmieszyć i to nie żartami z Chuckiem Norrisem, których
zresztą było całkiem sporo. Często występowały jakieś gry słów. Wystarczyła
nawet jakaś tam sytuacja, która w moim wyobrażeniu wyglądała komicznie, bym zaczęła
się do siebie uśmiechać jak idiotka. Jak ja się cieszę, że nie czytałam tej
książki w miejscach publicznych :D
Wszystko cudownie, tylko mam jeszcze jedno małe „ale”.
Wystąpiło tu parę drobnych schematów, o których podczas lektury sami się
przekonacie. Usprawiedliwiam to jednak faktem, że książka ta, po raz pierwszy została
wydana w czasach, gdy takie schematy w książkach tego typu były bardzo popularne.
Przeważnie mi one nie przeszkadzały, jednak stwierdziłam, że warto was o tym poinformować.
Slammed to
urocza historia dwojga ludzi, którzy pomimo przeciwności losu nigdy się nie
poddali. Czy polecam? Oczywiście. Prócz tych kilku wad, książkę czytało mi się
szybko i przyjemnie. Jest to inna wersja Hoover – jest to pozycja kierowana
głównie do młodzieży, co nie oznacza, że starszym może się nie spodobać.
Osobiście nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejne dwa tomy tej serii i nie kryję się z radością, że wydawnictwo postanowiło wznowić tę trylogię :)
Osobiście nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejne dwa tomy tej serii i nie kryję się z radością, że wydawnictwo postanowiło wznowić tę trylogię :)
★★★★
"Mirror, Mirror" - Rowan Coleman & Cara Delevigne│RECENZJA
Tytuł:
Mirror, Mirror
Tytuł oryginału: Mirror, Mirror
Autor: Rowan Coleman, Cara Delevigne
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 11 października 2017
Liczba stron: 384
Tytuł oryginału: Mirror, Mirror
Autor: Rowan Coleman, Cara Delevigne
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 11 października 2017
Liczba stron: 384
Kiedyś
Red, Leo, Rose i Naomi byli zagubionymi nastolatkami. Gdy przez pewien zbieg
okoliczności poznali się i odkryli swoje umiejętności, postanowili założyć
zespół – Mirror, Mirror. Po stworzeniu zespołu nagle wszystko zaczęło się
układać, wreszcie odnaleźli cząstkę siebie, a razem mogli zapomnieć o swoich
problemach. Wszystko było idealne. Do czasu.
Gdy ich przyjaciółka Naomi, ginie w nieznanych
okolicznościach, wszyscy zaczynają jej szukać. Parę tygodni po zaginięciu
dziewczyny, zostaje ona odnaleziona nieprzytomna w rzece. Policja podejrzewa,
że to była nieudana próba samobójcza. Zaczynają chodzić przeróżne pogłoski,
jednak przyjaciele dziewczyny nie dają im wiary. Znali Naomi, wiedzieliby,
gdyby coś było nie tak. Postanawiają ją odwiedzić w szpitalu, gdzie Red odkrywa
na nadgarstku dziewczyny podejrzany tatuaż.
Dlatego też Red wraz z uzdolnioną komputerowo siostrą Naomi – Ash, zaczynają węszyć wokół sprawy, odkrywając coraz to dziwniejsze i przerażające fakty. Tymczasem Mirror, Mirror zaczyna się rozpadać. Rose coraz bardziej odsuwa się od przyjaciół, a Leo zaczyna mieć kłopoty w domu.
Kim jest sprawcą całego zamieszania?
Czy zespół się rozpadnie?
Dlatego też Red wraz z uzdolnioną komputerowo siostrą Naomi – Ash, zaczynają węszyć wokół sprawy, odkrywając coraz to dziwniejsze i przerażające fakty. Tymczasem Mirror, Mirror zaczyna się rozpadać. Rose coraz bardziej odsuwa się od przyjaciół, a Leo zaczyna mieć kłopoty w domu.
Kim jest sprawcą całego zamieszania?
Czy zespół się rozpadnie?
Ciekawe w tej pozycji jest pokazanie „nastoletniego
świata”. Każdy bohater w tej książce ma jakiś problem, Red ma w rodzinie matkę alkoholiczkę
i ojca, którego nigdy nie ma w domu, Leo jest manipulowany przez brata, Rose
zmaga się z trudną przeszłością, a Naomi cóż, leży nieprzytomna w szpitalu. W
tej książce mowa o braku akceptacji, chęci zwrócenia na siebie uwagi, wykorzystaniu
itd.
Nie będę wiele się rozwodzić nad bohaterami, bo jest ich
całkiem sporo. Warto jednak wspomnieć o Red, najbardziej uroczej postaci w tej
książce oraz Rose - całkowitym przeciwieństwie Red'a. Red jest to wzór prawdziwego
przyjaciela. Jest troskliwy, zawsze chętnie wysłucha drugą osobę i pomimo
własnych problemów bardzo często pomaga innym. Za to nie mogłam znieść Rose,
ciągle miała jakieś humorki i huśtawki nastrojów, przez co odbijało się to na
innych. Kojarzyła mi się z rozkapryszoną, bogatą nastolatką.
Mirror,
Mirror jak już mogliście wywnioskować, posiada dwa główne wątki
– jeden skupia się na zaginięciu Naomi, a drugi na życiu głównych bohaterów. O
ile ten pierwszy był ciekawy, aczkolwiek na pewno mało oryginalny i bardzo
przewidywalny, to ten drugi był świetny! W samym środku powieści znalazł się taki plot twist, że
musiałam więcej niż raz przeczytać jedno zdanie.
Tytuł ten, był również w stanie mnie rozśmieszyć, a styl
autorek był całkiem przyjemny. Inaczej mówiąc, powieść ta została napisana jak
na młodzieżówkę przystało. Książkę bardzo szybko mi się czytało i skończyłam ją w ciągu dwóch dni, co u mnie jest naprawdę rzadkością :D
Mirror,Mirror
jest to książka, która mile mnie zaskoczyła. Postacie miały swój charakter, a rzeczywistość
jaką chciały pokazać autorki została według mnie właściwie ujęta. Chciałabym jednak podkreślić, że nie każdemu ta pozycja się spodoba.
★★★★
"Z popiołów" – Martyna Senator│RECENZJA
Tytuł:
Z popiołów
Autor: Martyna Senator
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 8 listopada 2017
Liczba stron: 336
Autor: Martyna Senator
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 8 listopada 2017
Liczba stron: 336
Po ciężkim dniu, Sara wraca z uczelni do domu.
Dziewczyna, marząc o tym, by jak najszybciej dotrzeć do mieszkania
postanawia udać się do niego skrótem. Sara, prawie że natychmiast żałuje
podjętej decyzji. Na jej drodze pojawia się sześciu dresiarzy, którzy
ewidentnie nie są mile nastawieni. Na szczęście z opresji zbawia ją niejaki
Michał, który idąc wyrzucić śmieci, zauważa dziewczynę w niebezpieczeństwie.
Gdy zagrożenie mija, Michał zaprowadza Sarę do baru, gdzie pracuje, by mógł ją
po pracy odwieźć. Przez pewien zadziwiający zbieg okoliczności okazuje się, że
właścicielka lokalu, w którym pracuje Michał, desperacko poszukuje wykonawcy na
sobotni występ. Sara, dowiedziawszy się o tym, postanawia pomóc. Zgłasza się,
nieśmiało wyznając, że umie śpiewać, jak i grać na gitarze.
Od tego dnia mijają tygodnie, a znajomość Sary z Michałem
coraz bardziej się rozwija. Chłopak zaczyna liczyć na coś więcej, jednak nie
wie on o okropnej przeszłości Sary, która nadal ją prześladuje.
Polscy autorzy coraz częściej mnie zaskakują. Niebawem w
moim czytelniczym życiu nadejdzie taki moment, gdzie dobre polskie książki nie
będą już dla mnie niespodzianką, lecz oczywistością. Wydawnictwa, jak i sami
autorzy ewidentnie walczą ze stereotypem, iż „to, co polskie jest złe”. Autorzy
dokładają wszelkich starań, by książka była dobrze zbudowana i miała świetną
fabułę, a wydawnictwa poprawiają i korygują błędy oraz sprawiają, by okładka
była równie piękna, jak przy książkach zagranicznych pisarzy. Dziś o jednej z
takiego rodzaju książek, czyli „Z popiołów”. Jest to polskie New Adult napisane
przez Martynę Senator, które swoją premierę miało 8 listopada 2017 roku. Do tej
książki podchodziłam z zaciekawieniem, ale również z dystansem. Mając jednak
zaufanie do Czwartej Strony, z chęcią się za ten tytuł zabrałam.
Głównymi postaciami tej powieści są oczywiście Sara i
Michał, którzy poznają się przez przypadek. Sara jest to osoba z ciężką
przeszłością, przez którą jest dosyć nieśmiała i niepewna siebie, jak i
zamknięta w sobie. Nie ma zbyt dużej ilości znajomych, za to posiada najlepszą
przyjaciółkę na świecie, która jest jej kompletną przeciwnością.
Michała trochę trudniej mi opisać, aczkolwiek na pewno mogę o nim powiedzieć, że jest dobry i opiekuńczy. Mam jednak wrażenie, że jest on postacią bez charakteru lub jakiegokolwiek zarysu. Jest to po prostu bohater, którego możemy poznać w wielu innych książkach tego typu.
Polubiłam ich obu, nawet Michała, który momentami jest postacią „bezpłciową”.
Michała trochę trudniej mi opisać, aczkolwiek na pewno mogę o nim powiedzieć, że jest dobry i opiekuńczy. Mam jednak wrażenie, że jest on postacią bez charakteru lub jakiegokolwiek zarysu. Jest to po prostu bohater, którego możemy poznać w wielu innych książkach tego typu.
Polubiłam ich obu, nawet Michała, który momentami jest postacią „bezpłciową”.
Romans w tej książce wydał mi się naturalny i, prawie że
codzienny, za co najbardziej cenie tę książkę. Do tego czytało mi się ją
zaskakująco szybko i przyjemnie. Najbardziej do ciągłego czytania motywowała
mnie chęć wiedzy o przeszłości głównej bohaterki, która nie od razu jest dla
nas oczywista.
Z popiołów to również kopalnia cytatów, co zresztą
widzicie na zdjęciu poniżej. Niektóre z zaznaczonych fragmentów są w stanie
odzwierciedlić ból, jaki przeżywa główna bohaterka, a niektóre zdania są
wyrażone najzwyklejszymi na świecie słowami, a i tak robią wrażenie. Można
znaleźć również cytaty innych znanych lub mniej znanych osób.
Według opisu mogliście wywnioskować, że jest to kolejna
ckliwa historyjka o miłości, która potrafi wszystko naprawić. Niemniej jednak
nie macie się czego obawiać. Cała historia (jak i zresztą wątek romantyczny)
wydać się może codzienna. Sprawę ułatwia akcja rozgrywająca się w pięknym
Polskim mieście – Krakowie.
Więc jeśli macie ochotę, sięgnąć po jakiś lekki romans z
problemami przeszłości, to osobiście polecam wam „Z popiołów”.
★★★★
"Psiego najlepszego"- W. Bruce Cameron│RECENZJA
Tytuł:
Psiego najlepszego
Tytuł oryginału: The Dogs of Christmas
Autor: Bruce Cameron
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 9 listopada 2017
Liczba stron: 296
Tytuł oryginału: The Dogs of Christmas
Autor: Bruce Cameron
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 9 listopada 2017
Liczba stron: 296
Josh stara się dalej prowadzić swoje dotychczasowe życie,
po rozstaniu ze swoją dziewczyną Amandą. Mężczyzna pomimo chęci i starań nie
potrafi o niej zapomnieć. Pewnego dnia przebywając w barze, Josh poznaje
swojego nowego sąsiada Ryana.
Po pewnym czasie sąsiad odzywa się znów i pojawia się przed drzwiami Josha z prośbą o pilnowanie ciężarnej suczki Lucy podczas jego wyjazdu do Francji. Pomimo odmów Josha mężczyzna zostawia psa i odjeżdża, nie pozostawiając po sobie śladu. Przerażony Josh nigdy nie miał psa i nie wie jak dobrze zaopiekować się Lucy, a co dopiero szczeniakami. Postanawia jednak przygarnąć psinkę i zatroszczyć się o nią i jej szczeniaków jak najlepiej. Niepewny tego, co powinien zrobić, kontaktuje się ze schroniskiem, gdzie tam szukając pomocy, natrafia na uroczą dziewczynę – Kerri.
Po pewnym czasie sąsiad odzywa się znów i pojawia się przed drzwiami Josha z prośbą o pilnowanie ciężarnej suczki Lucy podczas jego wyjazdu do Francji. Pomimo odmów Josha mężczyzna zostawia psa i odjeżdża, nie pozostawiając po sobie śladu. Przerażony Josh nigdy nie miał psa i nie wie jak dobrze zaopiekować się Lucy, a co dopiero szczeniakami. Postanawia jednak przygarnąć psinkę i zatroszczyć się o nią i jej szczeniaków jak najlepiej. Niepewny tego, co powinien zrobić, kontaktuje się ze schroniskiem, gdzie tam szukając pomocy, natrafia na uroczą dziewczynę – Kerri.
Byłam w kinie na Był sobie pies i film bardzo mi się
spodobał. Chciałam również w tamtejszym czasie sięgnąć po książkę. Niestety
jednak, jak to w życiu książkoholika bywa, w koszyku pojawiły się inne „ważniejsze”
tytuły. Właśnie dlatego, gdy na rynku pojawiła się kolejna książka Bruce’a
Camerona, stwierdziłam, że tym razem muszę tę książkę przeczytać. I tak się
stało.
A więc co sądzę o Psiego Najlepszego?
Jest to przeurocza historia, tym razem nie tylko o
przyjaźni między człowiekiem a psem, ale również o miłości. Bardzo dużo osób
porównuje tę książkę do komedii romantycznej i uważam, że to określenie jest
jak najbardziej trafne. Wpadki głównego bohatera oraz przygody, jakie mu się
przytrafiają, są zadziwiające i nie raz przez to było mi do śmiechu.
Jeśli boicie się sięgnąć po książkę, bo uważacie, że tam,
gdzie są pieski jest również śmierć, to nie macie się czego obawiać. Co prawda
znalazł się moment gdzie moja wrażliwość automatycznie z off przeszła na on i parę
łezek ze wzruszenia poleciało. Ci, co czytali pewnie wiedzą o którym momencie
mowa.
Styl autora zachwycił mnie. Bardzo spodobało mi się to
jak Bruce poprzez bohaterów, opowiadał o psiakach. O odpowiedzialności, jaką ze
sobą niosą, ale jakimi za to przyjaciółmi mogą się stać. Osobiście mam w domu
kota, ale nie stało to przeszkodzie do zrozumienia przekazu autora.
Psiego
Najlepszego, to idealna książka na święta. Jedziecie do
rodziny na wigilie, która mieszka daleko i nie wiecie co ze sobą począć podczas
podróży? Żaden problem, czas możecie sobie umilać lekturą tej oto książki.
Książka może być również świetnym prezentem, gdyż jest to króciutka, ciepła,
jak i urocza historia, która myślę, że spodoba się każdemu.
★★★★
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu
"Lab Girl"- Hope Jahren│RECENZJA
Tytuł:
Lab Girl
Tytuł oryginału: Lab Girl
Autor: Hope Jahren
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 8 listopad 2017
Liczba stron: 432
Tytuł oryginału: Lab Girl
Autor: Hope Jahren
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 8 listopad 2017
Liczba stron: 432
Hope Jahren już jako mała dziewczynka darzyła
zamiłowaniem rośliny. Uwielbiała przebywać w laboratorium ojca oraz pomagać
mamie przy pracy w ogrodzie, zamiast bawić się z rówieśnikami. Będąc już młodą
dorosłą, Hope postanawia wkroczyć w świat nauki i botaniki, gdzie napotyka na
przeszkody, ale i również na przyjaciela.
Hope w swojej książce nie przedstawia nam tylko własne
przeżycia, ale i również ciekawostki związane ze światem roślin. Krótkie
rozdziały poświęcone roślinom, momentami potrafią poruszyć czytelnika oraz go
niesamowicie zaintrygować. Drzewo nie
pozostaje już tylko drzewem, lecz zaczyna stawać się czymś więcej – istotą,
którą możemy darzyć uczuciami.
Nie spodziewałam się, że autorka będzie umieć pokazać
nam świat roślin z jej punktu widzenia. A jednak jej się to udało. Opowiada o
roślinach czule i z fascynacją. Pokazała nam miłość, którą darzy swoją pracę,
pasje, jak i zamiłowanie. Jest to pierwsza przeczytana przeze mnie autobiografia
i stwierdziłam, że mam zamiar sięgać częściej po książki tego gatunku i chodzi
mi tutaj o autobiografie, jak i o biografie.
Jahren nie opowiada tylko o roślinach i własnych
przeżyciach, opowiada również o swoim przyjacielu – Billu. Towarzyszy jej on
prawie przez całą książkę. Hope przedstawiła jego osobę bardzo pozytywnie,
przez co po prostu nie da się go nie lubić.
Styl autorki jest bardzo przejrzysty i klarowny, bardzo
go polubiłam. Przez książkę przewija się dużo naukowych wyrażeń zrozumiałych
jak i trochę mniej. Jednak w większości przypadków nie mamy trudności ze
zrozumieniem przekazu autorki. Każdy rozdział kończy się, można by rzec,
podsumowaniem lub morałem i to właśnie w tych fragmentach najczęściej
zaznaczałam cytaty :D
Lab
girl
to książka o roślinach i prawdziwej przyjaźni, która bardzo mnie zaskoczyła.
Nie sądziłam, że aż tak ta pozycja mi się spodoba. Czy polecam? Zdecydowanie tak
:)
★★★★
Macie zamiar sięgnąć po Lab Girl?
A może znalazł się tu ktoś, kto miał szansę już ten tytuł przeczytać?
A może znalazł się tu ktoś, kto miał szansę już ten tytuł przeczytać?
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)
"Złotowidząca. Ucieczka" - Rae Carson│RECENZJA
Tytuł:
Złotowidząca. Ucieczka
Tytuł oryginału: Walk on Earth a Stranger
Autor: Rae Carson
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 24 maj 2017
Liczba stron: 384
Tytuł oryginału: Walk on Earth a Stranger
Autor: Rae Carson
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 24 maj 2017
Liczba stron: 384
Leah Westfall prowadzi dosyć zagmatwane jak na nastolatkę życie. Otóż
ojciec dziewczyny poważnie choruje. Tak więc oto jej przypada rola polowania,
jak i prowadzenia gospodarstwa. Jednak przeważnie nic jej nie brakuje. Ma
kochających rodziców, dach nad głową, najlepszego przyjaciela oraz wiernego
konia, posiada również dar. Dziewczyna potrafi wyczuwać złoto. Jest w stanie
wyczuć nawet drobny złoty pył na ubraniu. Lee oraz jej rodzina skrywają swoją
tajemnicę przed całym światem, co jednak jeśli to właśnie rodzina obróci się
przeciwko niej? Gdy Leah wraca ze szkoły i w domu odnajduje postrzelonych
rodziców, postanawia uciec do Kalifornii, gdzie całkiem niedawno odkryto złoto.
Czy Lee uda się przetrwać podróż?
Jakie przeszkody napotka na drodze?
Czy Lee uda się przetrwać podróż?
Jakie przeszkody napotka na drodze?
Zaczynając czytać tę książkę,
patrzyłam na nią dosyć sceptycznie, główna bohaterka mnie irytowała, a styl
autorki wydał mi się prostacki. Coś jednak ciągnęło mnie do tej powieści.
Podczas obiadu, oglądania ulubionego serialu lub przeglądania strony głównej Instagrama, ciągle w głowie krążyła mi myśl – co stanie się dalej?
Więc, gdy tylko miałam czas, z wielką chęcią siadałam i czytałam. A tym dalej
zagłębiałam się w historie Lee, tym bardziej byłam ciekawa co stanie się dalej,
coraz bardziej darzyłam sympatią główną bohaterkę, a styl autorki zaczął być mi
obojętny.
Jak sam tytuł wskazuję,
książka opowiada o złotowidzącej dziewczynie – Leah na, którą najbliżsi wołają Lee. Jest bardzo pracowita i
pomocna. Poluje, dzięki czemu celnie strzela, niestety przez to staje się
miastową chłopczycą. Bardzo kocha swoich rodziców, zwłaszcza ojca, dlatego
poświęca się dla nich i stara się nimi opiekować jak najlepiej. Jak wcześniej
wspominałam, Lee na samym początku niesamowicie mnie irytowała. Zgrywała
bohaterkę i momentami kompletnie nie byłam w stanie jej zrozumieć, jednak
zagłębiając się w jej historie, zaczęłam darzyć ją sympatią. Zaczęłam trzymać
za nią kciuki, a podczas gdy na drodze pojawiało się niebezpieczeństwo,
śledziłam zdarzenia z zapartym tchem.
Jednej rzeczy pani Carson
nie mogę zarzucić. Książka nie potrafi zanudzić! Złotowidząca wciągnęła mnie
już od pierwszych stron, doceniałam każdy zwrot akcji, jak i każdą chwilę
odetchnienia od nich. Po prostu coś cudownego! Pierwszy raz w życiu, jestem w
stanie zgodzić się z blurbem napisanym przez autora na tyle okładki. „Nie spałam do
rana, czytając tę książkę. Jest intensywna i niepowtarzalna. Zdecydowania
polecam. – Veronica Roth”. W dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach zgadzam
się z autorką. Może i nocki nie zaliczyłam, bo niestety na takie luksusy
pozwolić sobie nie mogę, ale powtórzę to jeszcze raz – książka niesamowicie
wciąga.
Tej pozycji brakowało
jedynie trochę lepszego stylu. Wydał mi się on zbyt prosty, szczególnie na
początku, zbyt krótkie zdania i zbyt proste słownictwo, jednak i znów tym razem
nastąpiła znaczna poprawa, choć niezbyt zadowalająca. Na szczęście wszystko
nadrabia akcja, dzięki której styl Rae nie rzuca nam się w oczy.
Czy polecam? Zdecydowanie!
Pozycja ta według mnie zasługuje na trochę większą uwagę niż ma. Nie mogę się
już doczekać, aż sięgnę po kolejną część, która premierę miała 18 października.
Moja ocena 4/5
★★★★
Za egzemplarz do recenzji
serdecznie dziękuję wydawnictwu Jaguar :)
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)



















































