niedziela, 22 października 2017

"Złotowidząca. Ucieczka" - Rae Carson│RECENZJA

Tytuł: Złotowidząca. Ucieczka
Tytuł oryginału: Walk on Earth a Stranger
Autor: Rae Carson
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania:  24 maj 2017
Liczba stron: 384

Leah Westfall prowadzi dosyć zagmatwane jak na nastolatkę życie. Otóż ojciec dziewczyny poważnie choruje. Tak więc oto jej przypada rola polowania, jak i prowadzenia gospodarstwa. Jednak przeważnie nic jej nie brakuje. Ma kochających rodziców, dach nad głową, najlepszego przyjaciela oraz wiernego konia, posiada również dar. Dziewczyna potrafi wyczuwać złoto. Jest w stanie wyczuć nawet drobny złoty pył na ubraniu. Lee oraz jej rodzina skrywają swoją tajemnicę przed całym światem, co jednak jeśli to właśnie rodzina obróci się przeciwko niej? Gdy Leah wraca ze szkoły i w domu odnajduje postrzelonych rodziców, postanawia uciec do Kalifornii, gdzie całkiem niedawno odkryto złoto.
Czy Lee uda się przetrwać podróż?
Jakie przeszkody napotka na drodze?
Zaczynając czytać tę książkę, patrzyłam na nią dosyć sceptycznie, główna bohaterka mnie irytowała, a styl autorki wydał mi się prostacki. Coś jednak ciągnęło mnie do tej powieści. Podczas obiadu, oglądania ulubionego serialu lub przeglądania strony głównej Instagrama, ciągle w głowie krążyła mi myśl – co stanie się dalej? Więc, gdy tylko miałam czas, z wielką chęcią siadałam i czytałam. A tym dalej zagłębiałam się w historie Lee, tym bardziej byłam ciekawa co stanie się dalej, coraz bardziej darzyłam sympatią główną bohaterkę, a styl autorki zaczął być mi obojętny.

Jak sam tytuł wskazuję, książka opowiada o złotowidzącej dziewczynie – Leah na, którą najbliżsi wołają Lee. Jest bardzo pracowita i pomocna. Poluje, dzięki czemu celnie strzela, niestety przez to staje się miastową chłopczycą. Bardzo kocha swoich rodziców, zwłaszcza ojca, dlatego poświęca się dla nich i stara się nimi opiekować jak najlepiej. Jak wcześniej wspominałam, Lee na samym początku niesamowicie mnie irytowała. Zgrywała bohaterkę i momentami kompletnie nie byłam w stanie jej zrozumieć, jednak zagłębiając się w jej historie, zaczęłam darzyć ją sympatią. Zaczęłam trzymać za nią kciuki, a podczas gdy na drodze pojawiało się niebezpieczeństwo, śledziłam zdarzenia z zapartym tchem.
Jednej rzeczy pani Carson nie mogę zarzucić. Książka nie potrafi zanudzić! Złotowidząca wciągnęła mnie już od pierwszych stron, doceniałam każdy zwrot akcji, jak i każdą chwilę odetchnienia od nich. Po prostu coś cudownego! Pierwszy raz w życiu, jestem w stanie zgodzić się z blurbem napisanym przez autora na tyle okładki. „Nie spałam do rana, czytając tę książkę. Jest intensywna i niepowtarzalna. Zdecydowania polecam. – Veronica Roth”. W dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach zgadzam się z autorką. Może i nocki nie zaliczyłam, bo niestety na takie luksusy pozwolić sobie nie mogę, ale powtórzę to jeszcze raz – książka niesamowicie wciąga.

Tej pozycji brakowało jedynie trochę lepszego stylu. Wydał mi się on zbyt prosty, szczególnie na początku, zbyt krótkie zdania i zbyt proste słownictwo, jednak i znów tym razem nastąpiła znaczna poprawa, choć niezbyt zadowalająca. Na szczęście wszystko nadrabia akcja, dzięki której styl Rae nie rzuca nam się w oczy.
Czy polecam? Zdecydowanie! Pozycja ta według mnie zasługuje na trochę większą uwagę niż ma. Nie mogę się już doczekać, aż sięgnę po kolejną część, która premierę miała 18 października.
Moja ocena 4/5
★★★

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu Jaguar :)



niedziela, 15 października 2017

"Obca" - Diana Gabaldon │RECENZJA

Tytuł: Obca
Tytuł oryginału: Outlander
Autor: Diana Gabaldon
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 10 styczeń 2010
Liczba stron: 709

Claire Randall jest pielęgniarką pracującą w szpitalu polowym. Gdy wojna dobiega końca, postanawia z mężem wypocząć w pięknej jak i tajemniczej Szkocji. Podczas gdy jej mąż – Historyk, studiuje drzewo genealogiczne własnej rodziny, Claire wybiera się na spacer, w którym poszukuje różne zioła lecznicze. Gdy wczesnym rankiem natrafia na czarownice stojące przy kamiennym kręgu, Claire przygląda się im z zaciekawieniem, a po ich odejściu podchodzi do kręgu. Gdy dotyka szczelinę w głazie, nagle przenosi się do roku 1745. Trafiając w świat pełen niebezpieczeństw, losy Claire oraz Jamiego – młodego Szkota, nieoczekiwanie się splatają.

Już na wstępie mówię, że zakochałam się w tej książce! To, co stworzyła Diana Gabaldon jest niesamowite. Jednak zacznijmy od początku. Jednym z największych atutów tej książki są bohaterowie. Postacie są świetnie skonstruowane, nie są one wszystkie idealne i właśnie o to chodzi, one są realne, popełniają błędy, mają swoje wady i zalety. Przykładowo Jamie jest odważny, ale i cholernie uparty, za to Claire jest mądra, jednak nie zawsze dokonuje słusznych wyborów. Uwielbiam tą dwójkę, choć momentami miałam ochotę ich mocno zdzielić po głowie.

Obca to prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Wybuchałam śmiechem, denerwowałam się, płakałam ze złości, bałam się o bohaterów, czułam się zażenowana… Można by wymieniać i wymieniać. Strach mi było czytać tę książkę w miejscu publicznym, otóż wyobraźcie sobie, że nagle wybucham śmiechem albo wręcz przeciwnie – płaczem.
 
Akcji tutaj również nie brakuje. Nawet spokojne momenty jak spacer po zamku, czy przejażdżka do przyjaciółki mogą się zamienić w niespodziewany zwrot akcji. Za to ostanie sto stron książki, kończą się dosyć spokojnie, choć nadal coś się dzieje i nadal obawiamy się o losy głównych bohaterów, nie jesteśmy trzymani w napięciu jak przy większości podobnych tytułów.

Więc jeśli jeszcze się zastanawiacie czy warto poświęcić czas dla takiej cegły, to ja odpowiadam – tak, tak i jeszcze raz tak! Czytałam ten tytuł miesiąc, bo nie oszukujmy się, taka książka podczas roku szkolnego to nie lada wyzwanie, jednak nie żałuje ani minuty spędzonej przy niej. Teraz zastanawiam się tylko skąd ja wezmę pieniądze na kolejne siedem tomów haha.
Moja ocena: 5/5
★★★

sobota, 7 października 2017

"Prawo Mojżesza" - Amy Harmon │RECENZJA

Tytuł: Prawo Mojżesza
Tytuł oryginału: The Law of Moses
Autor: Amy Harmon
Wydawnictwo: Editio Red
Data wydania: 31 sierpień 2016
Liczba stron: 360

Mojżesz zawsze był ciężarem dla swojej rodziny. Miał zaledwie kilka godzin, gdy odnaleziono go w koszu na pranie w pralni Quick Wash. Jego matka została odnaleziona parę dni później, martwa na skutek przedawkowania kokainy. Dziecko dorastało z dnia na dzień przerzucane z domu na dom, przyjmowane i odsyłane przez różnych krewnych. Gdy pewnego dnia pomimo sprzeciwu rodziny, jego prababcia – Gigi postanawia przyjąć go do siebie, Mojżesz poznaję Georgie – dziewczynę z sąsiedztwa. Między nimi zaczyna rodzić się uczucie, na który chłopak nie może sobie pozwolić. Jakby tego było mało, Mojżesz widzi coś, czego widzieć nie powinien – zmarłych.


Nie jesteśmy w stanie uciec od nas samych, Tag. Tu, tam, na drugim końcu świata czy w psychiatryku w Salt Lake City ja jestem Mojżeszem, a ty Tagiem. I to nigdy się nie zmieni. Więc albo rozwiążemy swoje problemy tu, albo tam. Ale i tak będziemy musieli je rozwiązać. Śmierć tego nie zmieni.

Po nieudanym miesiącu, jakim był wrzesień, ta książka była dla mnie miłą odskocznią. Sięgając po nią, nie spodziewałam się, że ta powieść tak bardzo mi się spodoba. Książka zaczyna się w momencie, gdy Georgia opowiada nam o dzieciństwie Mojżesza. Już wtedy zaczęłam nabierać sympatii do tej dwójki. Georgia – przesłodka, pełna marzeń optymistka oraz Mojżesz – samotny, skrzywdzony przez los pesymista. Ogromnie się do nich przywiązałam.

Do tego urokliwy styl autorki, który mnie niesamowicie urzekł. Podczas czytania miałam skryte wrażenie, że sama Georgia opowiada mi tę przepiękną historię, zwłaszcza na początku. Szkoda tylko, że w pierwszej połowie akcja przebiegała zbyt szybko. Na szczęście dalej było już tylko dobrze.


Boisz się prawdy, Georgio. A ludzie, którzy boją się prawdy, nigdy jej nie odkrywają.

Chciałabym jeszcze tylko dodać, iż książka ta to nie tylko romans. W wątek miłosny został wpleciony również wątek kryminalny, który co prawda jest bardziej tłem, a w całej okazałości możemy go dostrzec dopiero przy ostatnich stu stronach. Książka porusza również tematy takie jak narkotyki czy kolor skóry. Jednak nie przejmujcie się tym, bowiem pozycja ta nie staje się przez to chaotyczna ani pełna zamętu, za to czyta się ją z zapartym tchem.



-Pięć plusów to właśnie tego typu gra. W szukanie piękna w zwykłych rzeczach. Jedyną regułą jest wdzięczność.

Prawo Mojżesza Amy Harmon zachwycił mnie stylem pisania, bohaterami oraz wątkami, które autorka wplotła bardzo naturalnie. Jednej rzeczy mogę was zapewnić, to nie jest kolejny romans, w którym bohaterowie muszą się zmagać z przeszłością, tym razem przeszkodą jest śmierć.
Moja ocena 4,5/5
★★★★,5
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję:




poniedziałek, 2 października 2017

Podsumowanie sierpnia i września ♥



Cześć! Dzisiaj przychodzę do was z podsumowaniem miesiąca, a raczej miesięcy  :D Ponieważ  poprzednio go nie było, postanowiłam połączyć oba podsumowania w jedno. W sierpniu udało mi się przeczytać sześć książek, a we wrześniu trzy. Więc o to tytuły, po które sięgnęłam w minionych miesiącach.



Pierwsza przeczytana przeze mnie pozycja to Confess Colleen Hoover. To książka o sztuce, miłości i stracie. Należy ona do czołówki moich ulubionych książek autorstwa Hoover, po więcej zapraszam do recenzji.
Moja ocena: 4,5/5

★★★★,5









Druga sierpniowa książka to Zaklinacz Ognia. Co prawda jest to kolejna pozycja o motywie fantastyczno-młodzieżowym na rynku wydawniczym z okrojonym schematem, pomimo tego, książka jest bardzo przyjemna i lekka w obiorze.
Moja ocena: 4/5
★★★











Życie na podglądzie Len’a Vlahos’a to kolejny sierpniowy tytuł. Książka wyjątkowo prosta, napisana wyjątkowym stylem. Posiada jednak ona ważne przesłanie, które daje nam sporo do myślenia.
 Moja ocena: 4/5
★★★





W sierpniu wreszcie sięgnęłam po pierwszy tom dworów czyli Dwór cierni i róż autorstwa Sary J. Maas. Recenzja tej pozycji nie pojawiła się na blogu bowiem stwierdziłam, że znaczna większość z nas zna ten tytuł. Dobrze zbudowany świat, ciekawe postacie jak i również niesamowicie wkurzająca bohaterka to wszystko co znalazłam w tej książce. Szczerze powiedziawszy, spodziewałam się czegoś więcej. Zdecydowanie wole pierwszą serię tej autorki pt. Szklany Tron.
Moja ocena: 4/5
★★★







W następnej kolejności przeczytałam Ugly Love Colleen Hoover. Książka ta bardzo mnie zaskoczyła! Czytałam ją podczas trwania kluchatonu. Cień przeszłości i strata ciążą nad głównymi bohaterami książki, dzięki czemu pozycja nie jest kolejnym głupiutkim romansidłem.
Moja ocena: 4,5/5

★★★★,5







Gus Kim Holden to moja ostatnia sierpniowa pozycja. Uwielbiam Kim oraz jej twórczość. Bohaterowie i ich dialogi to czyste złoto :’D Momentami płakałam ze śmiechu.
Moja ocena:4,5
★★★★,5




We wrześniu wreszcie udało mi się dokończyć Miasto Cieni czyli drugi tom Osobliwego domu Pani Peregrin. Po ten tytuł sięgnęłam jeszcze w maju. Książka okropnie mi się dłużyła pomimo tego, że akcji w niej nie brakowało. Prawdopodobnie spowodowane zostało tym, że Jacob i Emma ogromnie mnie irytowali. Parę słów dzięki którym jasno i wyraźnie wyrażę swoją opinie na temat ich „związku” – NIE, NIE I JESZCZE RAZ NIE. (<- kropka nienawiści)
Zdecydowanie bardziej podobał mi się pierwszy tom.
Moja ocena: 3/5
★★★








Kolejny tytuł to Tysiąc odłamków ciebie Claudii Gray. Książka ta posiada swoje wady jak i zalety. Wiele tutaj rozwodzić się nie będę, po prostu zapraszam was do recenzji.
Moja ocena: 3,5
★★★,5









Ostatni tytuł przeczytany we wrześniu to Ostatnia aria Mozarta Matt Rees. Jest to klimatyczna powieść kryminalna przeplatana z wątkiem historycznym. Jest to książka, która wymaga pewnego skupienia, bowiem autor zastosował w książce pewien zabieg językowy.
Moja ocena: 3,5
       Recenzja

★★★,5












A wy co przeczytaliście w ostatnich dwóch miesiącach? Która książka była najlepsza, a która gorsza? Piszcie w komentarzach :D Z chęcią poczytam i odpiszę ♥

niedziela, 24 września 2017

"Ostatnia aria Mozarta" - Matt Rees│RECENZJA

Tytuł: Ostatnia aria Mozarta
Tytuł oryginału: Mozart’s Last Aria
Autor: Matt Rees
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 18 sierpień 2017
Liczba stron: 368

Nannerl - siostra Mozarta, prowadzi proste jak i spokojne życie w małym miasteczku, gdzie wychowuje swoje dzieci wraz z mężem z dala od marzeń o karierze muzycznej. Gdy pewnego dnia dostaje list od bratowej z wiadomością o śmierci brata postanawia wyruszyć do Wiednia, by dowiedzieć się o przyczynach jego śmierci. Otóż jeszcze za życia, Wolfgang wyznał żonie, iż został otruty mieszanką trucizn zwaną aquą tofaną.
Kobieta przyglądając się uważnie dokumentom, przypadkiem natrafia na trop masońskiego spisku.
Odkrywając sekrety swojego zmarłego brata, Nannerl zadaję sobie pytanie, w co wplątał się Wolfgang? Kto stał za plecami jego śmierci?

Nannerl Mozart jak wcześniej wspomniałam prowadzi spokojne życie w małej miejscowości gdzie tam zajmuje się rodziną. Jej relacje z bratem w tamtym okresie praktycznie nie istnieją. Zostały one zniszczone przez testament ojca, który cały spadek przeznaczył córce. Gdy kobieta dowiaduje się o śmierci Wolfganga jest zdruzgotana. Strata, którą doświadczyła jest nieporównywalna, nie tylko nie miała możliwości pożegnania się z bratem, ale i pogodzenia się z nim. Dlatego, nie mogąc tego zaakceptować wyjeżdża do Wiednia, gdzie nie tylko odkrywa tajemnice Mozarta jak i jego śmierci, ale również przy tym godzi się z nim i odkrywa samą siebie. Powiem wam, że nawet polubiłam główną bohaterkę, jednak coś mi w niej zabrakło. Osobiście uważam, że momentami wydała mi się za sztywna, zbyt oziębła dla otoczenia.

Przyznam, że dzięki tej powieści zaczęłam patrzeć bardziej ludzko na Mozarta oraz jego bliskich. Nie będę ukrywać, że zawsze spostrzegałam go jako człowieka idealnego. Nadal jest dla mnie niesamowitą osobistością, jednak coś się zmieniło. Do tego wyobrażenie sobie go oraz jego siostrę jako małych dzieci wywołało u mnie poczucie wzruszenia, a może nawet i niejakiego zrozumienia.



"Lęk winien być strażnikiem duszy, który skłania ją do mądrości."

Autor, pisząc książkę użył pewnego rodzaju zabieg językowy, który miał nam dać możliwość wczucia się w powieść. Może i był to dobry pomysł, jednak mi podczas czytania niezbyt sprzyjał. Styl wydał mi się ciężki, a to sprawiło, że wolniej tę książkę czytałam. Jakby tego było mało, ogromna ilość postaci nie ułatwiała mi lektury. Czytając musiałam się dobrze zastanowić kto jest kim, albo musiałam sprawdzić to w spisie treści postaci na samym początku książki.

Znacznym plusem tej książki jest brak przewidywalności. Ani przez stronę nie domyśliłam się jak ona mniej więcej się zakończy, pff nie domyśliłam się nawet co stanie się w kolejnym rozdziale! Dlatego jeśli szukacie coś z kryminalnym wątkiem rozłożonym na tle historycznym oraz brakiem przewidywalności to książka ta jest dla was :)


Podsumowując, Ostatnia aria Mozarta to książka, która według mnie wymaga czasu, poświęcenia jak i skupienia, inaczej pozycja ta może wam się nie spodobać. Czytając tę powieść możemy zauważyć, iż autor bardzo się starał ją pisząc, wyszukując różnych informacji jak i ciekawostek, dlatego warto to docenić :) 
Moja ocena: 3,5/5

★★★,5


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu kobiecemu :)


niedziela, 17 września 2017

"Tysiąc odłamków ciebie" - Claudia Gray│RECENZJA


Tytuł: Tysiąc odłamków ciebie
Tytuł oryginału: A Thousand Pieces of You
Autor: 
Claudia Gray (Amy Vincent pod pseudonimem )
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 10 maj 2017
Liczba stron: 366

Marguerite całe życie dorastała otoczona kochającymi ją ludźmi oraz teoriami naukowymi. Otóż jej rodzice to wybitni fizycy, którzy wynaleźli Firebirda - urządzenie pozwalające przemieszczać się między wymiarami. Gdy ojciec dziewczyny zostaje zamordowany przez jednego z najbliższych rodzinie asystentów - Paula Markova, dziewczyna poprzysięga odnaleźć mordercę i pomścić ojca. Wraz z jej przyjacielem -  Theo udają się w poszukiwania do innych wymiarów, gdzie jak się okazuje, nie wszystko jest takie proste jak wbrew pozorom się wydaję.

"Mówiłam szczerze, kiedy stwierdziłam, że nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia. Potrzeba było czasu, by naprawdę, głęboko się w kimś zakochać. A jednak wierzyłam w określony moment. Moment, w którym dostrzegasz w kimś przebłysk prawdy, a on dostrzega przebłysk prawdy w tobie. W tym momencie nie należysz już do siebie - nie do końca. Część ciebie zaczyna należeć do niego, część niego należy do ciebie. Potem nie możecie już tego cofnąć, jak bardzo byście tego pragnęli, jak bardzo próbowali."
Na pierwszych kartach powieści poznajemy Marguerite Caine, córkę znanych naukowców, oraz jej przyjaciela Theo. Znajdujemy się w momencie kiedy główna bohaterka zaczyna poszukiwać mordercę, czyli niejakiego Paula Markova. Zauważamy wtedy, że jest ona bardzo stanowcza, co do swoich zamiarów, a z czasem dostrzegamy, że jest również porywcza. Przyznam szczerze, że bardzo mnie irytowała, niektóre jej wybory były głupie, spontaniczne i nie przemyślane. Za to postacią, która skradła moje serce był Paul Markov, który zachwycił mnie swoim sprytem, szczerością oraz sposobem bycia.

O przeszłości bohaterki dowiadujemy się w często spotykanych retrospekcjach, które przechodziły bardzo płynnie. Nie czułam się zagubiona podczas, gdy autorka przeskakiwała z teraźniejszości do przeszłości. Szczerze powiedziawszy to było bardzo przyjemne, informacje napływały stopniowo, dzięki czemu łatwiej mi było pojąć działanie świata wykreowanego przez autorkę oraz przeszłość bohaterki wraz z jej odczuciami i poglądami.


„- Każda forma sztuki to inny sposób spoglądania na świat. Inna perspektywa, inne okno.”
Zarys fabuły jest bardzo ciekawy, osobiście teoria wymiarów wydała mi się czarująca. Spodobało mi się to, że co pięćdziesiąt lub sto stron przeskakiwaliśmy wraz z Marguerite do innej rzeczywistości. Każdy wymiar miał swoje plusy i minusy i to mi się w nich najbardziej podobało, iż pokazało to nam, że nie wszystko jest idealne.

Jednak mam parę uwag. Po pierwsze, książka momentami jest schematyczna jak i przewidywalna. Już przy pierwszych stu stronach domyśliłam się jak ona  się mniej więcej zakończy. To, co zapewne miało być dla mnie kontrowersyjne, nie wywarło na mnie najmniejszego wrażenia. To sprawiło, że przewijałam stronę za stroną i najczęściej pojawiającą mi się w głowie myślą było „wiedziałam”.


Myślę, że to jest właśnie granica dorosłości. Nie te wszystkie bzdury, jakie nam wmawiają - ukończenie liceum, utrata dziewictwa, własne mieszkanie czy co tam jeszcze. Przekraczasz granicę, kiedy po raz pierwszy zmieniasz się na zawsze. Przekraczasz ją, kiedy po raz pierwszy zrozumiesz, że nie ma powrotu do tego, co było.
Momentami niektóre zachowania postaci, wydawały mi się irracjonalne, otóż jeśli pojawiamy się w nieznanej nam rzeczywistości wymiarze, który działa na zupełnie innych zasadach niż nasz, czy nie powinniśmy być odrobinkę bardziej zdezorientowani i niepewni? Najwyraźniej według autorki nie, bo gdy tylko bohaterowie trafiają do nowego wymiaru przeszukują Internet lub bibliotekę i już są wszechwiedzący.

Do tego pierwsze sto stron są nudne jak flaki z olejem, książka okropnie mi się dłużyła, a Marguerite strasznie mnie irytowała, nie wspominając już o Theo. Na moje szczęście dalej było zdecydowanie lepiej, już co chwila nie sprawdzałam ile to mi zostało do zakończenia rozdziału lub co gorsza książki, za to z zaciekawieniem śledziłam dalsze losy bohaterów.


Wiem teraz, że żałoba jest jak osełka. Szlifuje całą twoją miłość, wszystkie szczęśliwe wspomnienia, I czyni z nich ostrza, które rozrywają Cię od środka.
Podsumowując, Tysiąc odłamków ciebie to powieść z potencjałem, pomimo jej niedoskonałości nie warto skreślać jej z listy choć momentami i ja miałam na to wielką ochotę. Sądzę, że jest to taka pozycja na odmóżdżenie, do której nie powinniśmy przykładać większej wagi. Przyznam, iż jestem bardo ciekawa kolejnych tomów, bo z okładek wnioskuję, że akcja będzie się rozgrywać w Paryżu i Nowym Jorku.
Moja ocena to 3,5/5
★★★,5
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar

niedziela, 10 września 2017

"Gus" - Kim Holden │RECENZJA

  Po mojej recenzji Promyczka, niektórzy z was mogą wiedzieć jak bardzo ta książka mi się spodobała. Świetni bohaterowie oraz lekki styl autorki to wszystko co można znaleźć w tej pozycji. Dzisiaj przychodzę do was z recenzją kontynuacji - Gus. Jednak jeśli nie czytaliście Promyczka zatrzymajcie się tutaj, i wróćcie tutaj gdy go nadobicie, by uniknąc spoilerów :)
Tytuł: Gus
Tytuł oryginału: Gus
Autor: Kim Holden
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 07 wrzesień 2016
Ilość Stron: 500

Gus po śmierci Promyczka, jego drugiej połówki jest przybity i załamany. Zaczyna tracić swoje poczucie humoru, charyzmę, radość, a nawet zamiłowanie do muzyki. Podczas swojej trasy koncertowej, chłopak zaczyna popadać w różne nałogi, które zapewniają mu tymczasową ulgę. Jednak gdy na jego drodze pojawia się Scout, dziewczyna bardzo skryta i niepewna siebie, próbuje ponownie odnaleźć swoje miejsce w życiu.


  "Ludzie nie wybierają tragedii. To tragedie wybierają ludzi."

Autorka jak poprzednio, świetnie się spisała. Uwielbiam jej styl i to jak dzięki niemu płynie się po książce. Pozycja ta zaczyna się dosyć smutnawo i melancholijnie, powoli jednak widzimy jak bohater zaczyna wracać do siebie. Po przeczytaniu Gus’a stwierdziłam również, że Kim Holden ma świetne poczucie humoru. Często pojawiały się momenty kiedy uśmiech nie schodził mi z twarzy. Potrafi ona grać uczuciami czytelnika, przez co jeszcze bardziej ją uwielbiam, bo czy nie tak powinna wyglądać dobrze napisana powieść?


W książce pojawiają się nowi bohaterowie, poznajemy nowe historie innych zupełnie nie znanych nam postaci. Część z nich nie miała łatwo w życiu, co powoduję, że książka nie skupia się tylko na Gus’ie. Scout oraz jej siostrzeniec Pax to tylko cześć postaci poszkodowanych przez życie. Gus, jak sam opis na okładce wskazuje, nie opowiada tylko o bólu po stracie, ale również o procesie uzdrawiania złamanego serca. Czytając tę książkę dzielimy emocje i uczucia wraz z bohaterami, dzięki czemu jeszcze lepiej jest nam ich zrozumieć oraz jeszcze łatwiej się do nich przywiązać.


"Masz tylko jedną szansę w tym cyrku zwanym życiem. Nie siedź na widowni, przyglądając się przedstawieniu. Wskakuj na arenę i bądź wielki. Własnie tam znajdziesz ogień"

To co podoba mi się najbardziej w tej pozycji, jest to, iż nic w tej książce nie jest przekoloryzowane, zresztą jeśli czytaliście Promyczka sami wiecie, iż książki Kim są niesamowicie prawdziwe.


Więc oto zbliżamy się do meritum tej jakże krótkiej recenzji, lecz książki takiego rodzaju naprawdę mieszają mi w głowie i często brakuję mi do nich słów. Jeśli Promyczek wam się podobał to koniecznie sięgnijcie po Gus’a, otóż kontynuacja ta, zdecydowanie pobija o głowę Promyczka.
Moja ocena: 4,5/5

★★★★