"Tysiąc odłamków ciebie" - Claudia Gray│RECENZJA


Tytuł: Tysiąc odłamków ciebie
Tytuł oryginału: A Thousand Pieces of You
Autor: 
Claudia Gray (Amy Vincent pod pseudonimem )
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 10 maj 2017
Liczba stron: 366

Marguerite całe życie dorastała otoczona kochającymi ją ludźmi oraz teoriami naukowymi. Otóż jej rodzice to wybitni fizycy, którzy wynaleźli Firebirda - urządzenie pozwalające przemieszczać się między wymiarami. Gdy ojciec dziewczyny zostaje zamordowany przez jednego z najbliższych rodzinie asystentów - Paula Markova, dziewczyna poprzysięga odnaleźć mordercę i pomścić ojca. Wraz z jej przyjacielem -  Theo udają się w poszukiwania do innych wymiarów, gdzie jak się okazuje, nie wszystko jest takie proste jak wbrew pozorom się wydaję.

"Mówiłam szczerze, kiedy stwierdziłam, że nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia. Potrzeba było czasu, by naprawdę, głęboko się w kimś zakochać. A jednak wierzyłam w określony moment. Moment, w którym dostrzegasz w kimś przebłysk prawdy, a on dostrzega przebłysk prawdy w tobie. W tym momencie nie należysz już do siebie - nie do końca. Część ciebie zaczyna należeć do niego, część niego należy do ciebie. Potem nie możecie już tego cofnąć, jak bardzo byście tego pragnęli, jak bardzo próbowali."
Na pierwszych kartach powieści poznajemy Marguerite Caine, córkę znanych naukowców, oraz jej przyjaciela Theo. Znajdujemy się w momencie kiedy główna bohaterka zaczyna poszukiwać mordercę, czyli niejakiego Paula Markova. Zauważamy wtedy, że jest ona bardzo stanowcza, co do swoich zamiarów, a z czasem dostrzegamy, że jest również porywcza. Przyznam szczerze, że bardzo mnie irytowała, niektóre jej wybory były głupie, spontaniczne i nie przemyślane. Za to postacią, która skradła moje serce był Paul Markov, który zachwycił mnie swoim sprytem, szczerością oraz sposobem bycia.

O przeszłości bohaterki dowiadujemy się w często spotykanych retrospekcjach, które przechodziły bardzo płynnie. Nie czułam się zagubiona podczas, gdy autorka przeskakiwała z teraźniejszości do przeszłości. Szczerze powiedziawszy to było bardzo przyjemne, informacje napływały stopniowo, dzięki czemu łatwiej mi było pojąć działanie świata wykreowanego przez autorkę oraz przeszłość bohaterki wraz z jej odczuciami i poglądami.


„- Każda forma sztuki to inny sposób spoglądania na świat. Inna perspektywa, inne okno.”
Zarys fabuły jest bardzo ciekawy, osobiście teoria wymiarów wydała mi się czarująca. Spodobało mi się to, że co pięćdziesiąt lub sto stron przeskakiwaliśmy wraz z Marguerite do innej rzeczywistości. Każdy wymiar miał swoje plusy i minusy i to mi się w nich najbardziej podobało, iż pokazało to nam, że nie wszystko jest idealne.

Jednak mam parę uwag. Po pierwsze, książka momentami jest schematyczna jak i przewidywalna. Już przy pierwszych stu stronach domyśliłam się jak ona  się mniej więcej zakończy. To, co zapewne miało być dla mnie kontrowersyjne, nie wywarło na mnie najmniejszego wrażenia. To sprawiło, że przewijałam stronę za stroną i najczęściej pojawiającą mi się w głowie myślą było „wiedziałam”.


Myślę, że to jest właśnie granica dorosłości. Nie te wszystkie bzdury, jakie nam wmawiają - ukończenie liceum, utrata dziewictwa, własne mieszkanie czy co tam jeszcze. Przekraczasz granicę, kiedy po raz pierwszy zmieniasz się na zawsze. Przekraczasz ją, kiedy po raz pierwszy zrozumiesz, że nie ma powrotu do tego, co było.
Momentami niektóre zachowania postaci, wydawały mi się irracjonalne, otóż jeśli pojawiamy się w nieznanej nam rzeczywistości wymiarze, który działa na zupełnie innych zasadach niż nasz, czy nie powinniśmy być odrobinkę bardziej zdezorientowani i niepewni? Najwyraźniej według autorki nie, bo gdy tylko bohaterowie trafiają do nowego wymiaru przeszukują Internet lub bibliotekę i już są wszechwiedzący.

Do tego pierwsze sto stron są nudne jak flaki z olejem, książka okropnie mi się dłużyła, a Marguerite strasznie mnie irytowała, nie wspominając już o Theo. Na moje szczęście dalej było zdecydowanie lepiej, już co chwila nie sprawdzałam ile to mi zostało do zakończenia rozdziału lub co gorsza książki, za to z zaciekawieniem śledziłam dalsze losy bohaterów.


Wiem teraz, że żałoba jest jak osełka. Szlifuje całą twoją miłość, wszystkie szczęśliwe wspomnienia, I czyni z nich ostrza, które rozrywają Cię od środka.
Podsumowując, Tysiąc odłamków ciebie to powieść z potencjałem, pomimo jej niedoskonałości nie warto skreślać jej z listy choć momentami i ja miałam na to wielką ochotę. Sądzę, że jest to taka pozycja na odmóżdżenie, do której nie powinniśmy przykładać większej wagi. Przyznam, iż jestem bardo ciekawa kolejnych tomów, bo z okładek wnioskuję, że akcja będzie się rozgrywać w Paryżu i Nowym Jorku.
Moja ocena to 3,5/5
★★★,5
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar

Czytaj dalej

"Gus" - Kim Holden │RECENZJA

  Po mojej recenzji Promyczka, niektórzy z was mogą wiedzieć jak bardzo ta książka mi się spodobała. Świetni bohaterowie oraz lekki styl autorki to wszystko co można znaleźć w tej pozycji. Dzisiaj przychodzę do was z recenzją kontynuacji - Gus. Jednak jeśli nie czytaliście Promyczka zatrzymajcie się tutaj, i wróćcie tutaj gdy go nadobicie, by uniknąc spoilerów :)
Tytuł: Gus
Tytuł oryginału: Gus
Autor: Kim Holden
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 07 wrzesień 2016
Ilość Stron: 500

Gus po śmierci Promyczka, jego drugiej połówki jest przybity i załamany. Zaczyna tracić swoje poczucie humoru, charyzmę, radość, a nawet zamiłowanie do muzyki. Podczas swojej trasy koncertowej, chłopak zaczyna popadać w różne nałogi, które zapewniają mu tymczasową ulgę. Jednak gdy na jego drodze pojawia się Scout, dziewczyna bardzo skryta i niepewna siebie, próbuje ponownie odnaleźć swoje miejsce w życiu.


  "Ludzie nie wybierają tragedii. To tragedie wybierają ludzi."

Autorka jak poprzednio, świetnie się spisała. Uwielbiam jej styl i to jak dzięki niemu płynie się po książce. Pozycja ta zaczyna się dosyć smutnawo i melancholijnie, powoli jednak widzimy jak bohater zaczyna wracać do siebie. Po przeczytaniu Gus’a stwierdziłam również, że Kim Holden ma świetne poczucie humoru. Często pojawiały się momenty kiedy uśmiech nie schodził mi z twarzy. Potrafi ona grać uczuciami czytelnika, przez co jeszcze bardziej ją uwielbiam, bo czy nie tak powinna wyglądać dobrze napisana powieść?


W książce pojawiają się nowi bohaterowie, poznajemy nowe historie innych zupełnie nie znanych nam postaci. Część z nich nie miała łatwo w życiu, co powoduję, że książka nie skupia się tylko na Gus’ie. Scout oraz jej siostrzeniec Pax to tylko cześć postaci poszkodowanych przez życie. Gus, jak sam opis na okładce wskazuje, nie opowiada tylko o bólu po stracie, ale również o procesie uzdrawiania złamanego serca. Czytając tę książkę dzielimy emocje i uczucia wraz z bohaterami, dzięki czemu jeszcze lepiej jest nam ich zrozumieć oraz jeszcze łatwiej się do nich przywiązać.


"Masz tylko jedną szansę w tym cyrku zwanym życiem. Nie siedź na widowni, przyglądając się przedstawieniu. Wskakuj na arenę i bądź wielki. Własnie tam znajdziesz ogień"

To co podoba mi się najbardziej w tej pozycji, jest to, iż nic w tej książce nie jest przekoloryzowane, zresztą jeśli czytaliście Promyczka sami wiecie, iż książki Kim są niesamowicie prawdziwe.


Więc oto zbliżamy się do meritum tej jakże krótkiej recenzji, lecz książki takiego rodzaju naprawdę mieszają mi w głowie i często brakuję mi do nich słów. Jeśli Promyczek wam się podobał to koniecznie sięgnijcie po Gus’a, otóż kontynuacja ta, zdecydowanie pobija o głowę Promyczka.
Moja ocena: 4,5/5

★★★★,5
Czytaj dalej

Idealna książka na rok szkolny

Hej! jak wiecie rok szkolny zbliża się wielkimi krokami, dlatego postanowiłam przygotować dla was zestawienie idealnych książek na ten czas. Lecz dziś to nie ja wam o nich opowiem. Poprosiłam parę innych blogerów by napisali coś na ten temat. Postanowiłam również poprosić o to osoby, które już dawno opuściły teren szkoły, by było troszeczkę ciekawiej ;) Miłego czytania! :D
Tori Czyta

Wakacje powoli dobiegają końca, co oznacza, że niedługo zabrzmią pierwsze dzwonki szkolne dla wielu z nas i będziemy znów musieli pojawiać się w szkole. Wtedy też mniej się czyta - definitywnie nie ma się czasu na czytanie, a poświęca się go na naukę. Wrócimy do szarej rzeczywistości i wtedy z pomocą powinny nam przyjść książki, które choć trochę zmienią tą monotonie w naszym życiu. Muszą być to jednak wyjątkowe książki, dlatego ja zasugeruje Wam coś, co pewnie wielu z Was już czytało, jednak nawet jeśli uważam, że warto to sobie odświeżyć. 

Mowa tutaj o wspaniałej serii napisanej przez J.K.Rowling, która no cóż, nie zapomina o stworzonym przez siebie świecie aż do dzisiaj. Chodzi oczywiście o siedem części przygód "Harry'ego Pottera".  Akcja większości części toczy się w szkole, tylko dużo przyjemniejszej niż ta, do której nam dane jest chodzić, dlatego jadąc do szkoły lub z niej, a nawet wieczorami warto sięgnąć po tę serię książek. Myślę, że świetnie rozświetlą Wam dzień i będziecie się przy nich dobrze bawić, a nawet przypomnicie sobie, że patrząc na przykre rzeczy, które spotkały Harry'ego,  jego przyjaciół oraz bliskich Wasze życie jest dużo bardziej szczęśliwsze pod wieloma względami.      
    
Ta książka jest także napisana prostym językiem, więc nietrudno tutaj o przyjemną i lekką lekturę, a grubość tych książek w niczym nie przeszkadza. Jeśli zatem macie zły dzień i chcielibyście o tym zapomnieć, poczytajcie o świecie czarów i od razu Wam się poprawi. 
Wilczym Tropem

Witaj w więzieniu Cold Mountain, gdzie skazańcy czekają na śmierć poprzez porażenie prądem na krześle elektrycznym. Znajdziesz tutaj Francuza - Eduarda Delacroix, który zgwałcił i zabił młodą dziewczynę... po czym, dla zatarcia śladów, spalił pół tuzina ludzi. William Warthon to młodociany zabójca, który nie ma za grosz poczucia skruchy przed kimkolwiek. Jest sprytny, ale przy tym bardzo agresywny i nieobliczalny. Jest jeszcze ktoś. John Coffey to wielki, czarnoskóry mężczyzna, który został przyłapany w towarzystwie dwóch martwych dziewczynek. Wniosek nasuwa się jeden - morderca. Z tego też powodu zostaje on zamknięty w Cold Mountain. John nie byłby szczególnie niezwykłym więźniem gdyby nie to, że ciągle płacze... Obserwatorem zachowań i bytu tych ludzi jest klawisz, Paul Edgecombe, który wierzy w niewinność Coffeya.

"Zielona Mila" to niezwykle wdzięczna i ważna książka w całym dorobku pisarskim Stephena Kinga. Jest opowieścią o pozorach, które często potrafią nas bardzo mocno zmylić. Jest to również historia o narodzinach dziwnych przywiązań do siebie i niezwykłych przyjaźni, których utrata może złamać serce i pozostawić stały ślad w ludzkiej pamięci.
Głównym bohaterem powieści jest Paul, czyli główny klawisz więzienia. Postać jest spokojna, opanowana, sprawiedliwa i przyjaźnie nastawiona nie tylko do współpracowników, ale i skazańców, którzy pogodzili się ze swoim losem i nie sprawiają niepotrzebnych problemów. Bardzo polubiłam tego bohatera. Jest jednym z tych, o których chce się pamiętać, bo to mądry, a czasem i płynący pod prąd mężczyzna, nie bojący się walczyć o swoje racje.

Najciekawszymi postaciami w tej książce są więźniowie. Każdy z nich jest inny i na swój sposób intrygujący: jeden z nich boi się ciemności, inny wiecznie narzeka, kolejny stara się cieszyć ostatnimi chwilami życia, w towarzystwie swojego niespodziewanego towarzysza niedoli. Wszyscy oni są żywym dowodem na to, że ilu ludzi – tyle zachowań i emocji.
Jeśli chodzi o fabułę, to w tej wyjątkowej powieści nie ma ani krzty nudy, a sam Stephen King pisze z wielkim rozmysłem i polotem. To jedna z niewielu książek, kiedy ten pisarz, najprościej w świecie, mnie zauroczył i wprawił w naprawdę wielki zachwyt nad fikcyjną historią.

„Zielona Mila” kryje na swoich kartach wiele złotych myśli i ważnych życiowych mądrości, o których z pewnością nie zapomina się przez długie lata. Ponadto, sama historia jest dość nietuzinkowa, poruszająca oraz przepełniona niezwykłą… magią, a bohaterowie są bardzo barwni i różnorodni. Wszystkie te rzeczy składają się nie tylko na wspaniale spędzony czas przy książce, ale również mogą przydać się do różnych prac pisemnych, zadanych na lekcjach języka polskiego.
"O" jak książki
Silver to idealna książka na rok szkolny. Nie tylko dlatego, że główna bohaterka trafia do nowej szkoły, gdzie musi się odnaleźć, co dla wielu z nas nie będzie abstrakcyjne, ale także ze względu na świetny język i masę poczucia humoru. A wiemy, że to się zdecydowanie przyda... Główna bohaterka, jak już powiedziałam, trafia do nowej szkoły. Oprócz dziwnych rzeczy w jej normalnym życiu, sny Liv zaczynają też stawać się dziwne. Cała zabawa zaczyna się, kiedy dziewczyna wychodzi ze swojego snu i niechcący pakuje się w kłopoty.

Książka jest wręcz idealna na rok szkolny. Lekka, wciągająca, zabawna i pozwalająca zapomnieć o szarości dnia codziennego. Z przyjemnością śledzimy bohaterów, których nie da sie nie lubić (no przynajmniej większej części z nich…). Mamy też tajemnicę do rozwiązania… Skutecznie gimnastykuje szare komórki. Ogólnie rzecz biorąc świetna lektura na rok szkolny. Nic dodać. Nic ująć. To po prostu trzeba przeczytać. (i te piękne okładki… Aaaaaa!!!!) ;)
RedgirlBooks Recenzje
IMG_20170821_173629_234-01.jpegKsiążkę, którą mogłabym polecić na początek roku szkolnego to ‘’Początek wszystkiego’’ Robyn Schneder. W końcu rozpoczęcie nowej klasy też możemy zaliczyć do początku, ale to nie tylko o tym mowa. Szkoła to okres, w którym dorastamy i odkrywamy siebie na nowo. Właśnie o tym jest ta powieść. To historia o poszukiwaniu własnego miejsca w świecie, o pierwszych wyborach w drodze ku dorosłemu życiu. O tym jak zmienia się nasz pogląd na pewne sprawy. To historia o dwójce złamanych nastolatków, którzy uciekali przed swoją tragedią. Ta powieść nie ma dynamicznej akcji, ba czasem jest wręcz niekiedy monotonna, ale to jedna z tych książek, u której jest to plusem. Mamy szansę przetrawić to, co chce przekazać nam autorka. Jej słowa trafiają do serca i zostają w nim na długo. Bo ta książka jest jedną z tych wartościowych, które czegoś mogą nas nauczyć. Robyn oczarowała mnie swoim lekkim i żartobliwym piórem. Nie raz uśmiałam się przy tej powieści i nie raz zastanawiałam się nad sobą samą. Czasem w naszym życiu pojawiają się przeszkody, które z początku przekreślają nasze dotychczasowe życie. Jednak to wcale nie musi być koniec, tylko początek czegoś nowego, wspaniałego i dzikiego. Trudne sytuacje, tragedie jakie nas spotykają dają nam szansę na zmienienie siebie i swojego dotychczasowego życia. To od nas zależy, czy będziemy woleli się schować i zamknąć przed tymi możliwościami, czy też wyjdziemy im naprzeciw. Nie bójmy się zmian, bo niekiedy są one nam potrzebne. Czasem odwaga wymaga od nas podjęcia kroku naprzód i pozostawienia dawnego życia za sobą, a tego podczas roku szkolnego nam nie zabraknie.
''Przenikamy przez cudze życie jak duchy i zostawiamy po sobie wspomnienia o ludziach, którzy tak naprawdę nigdy nie istnieli. Popularny sportowiec. Tajemnicza nowa dziewczyna. Ale koniec końców to my decydujemy, jak inni mają nas widzieć.'
Bookwormpll
Fakt, że Chiara poprosiła mnie o napisanie posta o takiej tematyce dość mocno mnie zaskoczył. Niestety szkoła już mnie nie dotyczy od prawie 5 lat (tak, nie ma co liczyć studiów xd). Jednakże fajnie jest się cofnąć w czasie i na podłożu dotychczasowych doświadczeń polecić Wam książkę idealną na rok szkolny.

Bez chwili zastanowienia podeszłam do regału i chwyciłam za "Złodziejkę książek" Markusa Zusak. Jest to dość gruba książka, ale na rok szkolny idealna. A dlaczego? Otóż wyjaśniam.

Liesel Meminger to dziewczynka, która jak sam tytuł mówi nie jest święta. Niestety los jej również nie oszczędzał. Trafia do zastępczych rodziców, gdzie w końcu powoli odnajduje maleńką cząstkę szczęścia. Przyszło jej żyć w trudnych czasach II wojny światowej. Na niemieckich ulicach nie jest bezpiecznie. Liesel nie tylko odnajduje szczęście dzięki przywłaszczonym książkom, ale także dzięki rodzicom , znajomym czy pewnemu Maxowi - przyjacielowi, który według władz jest wrogiem państwa, jedynie ze względu na to że jest Żydem. Czy sprawiedliwość w tych czasach istniała?

Fascynujące w tej książce jest to, iż narratorem jest nie kto inny jak Śmierć. Oj niech Was to nie zraża, gdyż cała narracja jest spójna i dokładna. W czasach II wojny światowej miał/miała on/ona sporo do roboty. Mimo wszystko, historia Liesel tak ją zainteresowała, że zdecydowała się jej przyglądać. Mamy dzięki temu pełen wgląd w życie dziewczyny i jej bliskiego otoczenia.

Uwierzcie mi, że jeśli zaczniecie ją czytać to nie będziecie w stanie się od niej oderwać. Może i nie jest to dobry pomysł (według rodziców) na czas kiedy są lekcje do skończenia, ale ta historia jest tak piękna, że poświęcone chwile nie wydadzą się Wam stracone. Wasza wyobraźnia będzie miała sporo do roboty. Mózg będzie pracował na pełnych obrotach, bo ta książka od pierwszej strony zabiera Was w niesamowity świat małej Liesel. Każdy z przedstawionych bohaterów jest niepowtarzalny i wyjątkowy. Ich sposób myślenia i postępowania przykuwa uwagę i zmusza do dalszego czytania.

Ta książka rozkocha Was w sobie i pozostawi naprawdę sporą ranę na sercu. Cały bagaż emocji jaki Wam podaruje, jeszcze przez kilka dni będzie Wam towarzyszył. Ta historia wzrusza i porusza dogłębnie. Jeśli kiedyś zastanawialiście się nad odpowiedzią na pytanie "Czy istnieje sprawiedliwość na tym świecie?" to właśnie ta książka pomoże Wam na nie odpowiedzieć. Fala emocji całkowicie Was pochłonie i przekaże wiele do Waszego życia. Jest tu sielanka, jest też okrucieństwo i bezlitosne traktowanie drugiego człowieka. Czytając ją przeniesiesz się do czasów II wojny światowej, gdzie nikt nie miał lekko, ale przede wszystkim pozwoli Wam zrozumieć co w życiu jest najważniejsze i najcenniejsze.

Jeśli po nią sięgniecie, to koniecznie dajcie mi znać. Chciałabym wiedzieć, czy i na Was wywarła takie wrażenie jak na mnie.


***

Dziękuję dziewczynom za poświęcenie swojego czasu i napisania coś od siebie :D Wiem, że post jest dłuuugi, dlatego dziękuję wam, czytelnikom  jeśli dotrwaliście do końca. Mam nadzieję, że post wam się spodobał. W planach mam więcej pomysłów na wpisy tego typu, jednak z większą ilością mnie. Dajcie znać w komentarzu jaka jest wasza idealna książka na rok szkolny ;)
Czytaj dalej

Recenzja "Życie na podglądzie" - Len Vlahos

Tytuł: Życie na podglądzie
Tytuł oryginału: Life in a fishbowl
Autor: Len Vlahos
Wydawnictwo: Media rodzina
Data wydania: 12 Maj 2017
Liczba stron: 344

Rodzina Stone’ów przeżywa kryzys w swoim życiu. Otóż Jared Stone, głowa rodziny dowiaduje się, iż ma guza mózgu. Gdy, przybity wiadomością o swoim nowotworze, Jared wraca do domu, zaczyna snuć refleksje nad przyszłością swojej rodziny. Wpada na pomysł sprzedania swojego życia na eBayu, by zdobyć pieniądze, dzięki którym mógłby zapewnić dzieciom i żonie życie w dostatku. Jednym z licytujących jest producent filmowy - Ethan Overbee, który podstępem wygrywa licytację. Zmienia on życie Stone’ów w reality show, gdzie muszą żyć w świetle kamer i reflektorów. Piętnastoletnia Jackie, najstarsza córka Jareda, dostrzega, iż coś jest nie tak. Zauważa, że ona i jej rodzina stają się pionkami w grze producenta.
Styl autora podbił moje serce, jest on na swój sposób wyjątkowy. Opisy są krótkie i zwięzłe, niemniej jednak nie przeszkadza nam to w wyobrażaniu sobie danych miejsc, osób i sytuacji. Dialogi są równie krótkie jak opisy, aczkolwiek bardzo naturalne. Ciężko określić to jakimikolwiek słowami, jestem tylko w stanie powiedzieć, że styl Lena Vlahosa jest dziwacznie prosty, oczywiście w pozytywnym sensie.

Książka, jak wcześniej wspominałam, jest pisana dosyć specyficznie, otóż jest ona prowadzona z różnych perspektyw - rodziny, licytujących jak i samego nowotworu. Poznajemy dogłębnie każdą pojawiającą się postać, dzięki czemu łatwiej jest nam przywiązać się do bohaterów oraz "wbić się" w powieść. Bardzo ciekawy jest wątek prowadzony z perspektywy nowotworu. Autor nadał osobowość guzowi, potrafi on myśleć i podróżować po mózgu żywiciela, czasami pojawiają się u niego również uczucia. Ten zabieg bardzo mi się spodobał, nie tylko mieliśmy możliwość bliższego zapoznania się z Jaredem, ale również poznania nowotworu. Jeśli chodzi o bohaterów, moje serce skradli Maks – internetowy przyjaciel Jackie oraz Hazel – dziewczyna, która brała udział w licytacji. Są to postacie drugoplanowe, które odgrywają dosyć znaczącą rolę w książce. Cały czas byli skłonni do pomocy Jackie i jej rodzinie, co niesamowicie mi zaimponowało.

Szczerze powiedziawszy po tej książce spodziewałam się czegoś zupełnie innego, czegoś co będzie mi się ciężko czytało, co będzie emanowało aurą smutku i rozpaczy. Jednak nie, powieść pomimo ciężkiego tematu i żalu, który od niej bije, pochłania się niesamowicie szybko. Życie na podglądzie kojarzy mi się z takimi filmami, które oglądałam z zapartym tchem jako mała dziewczynka, w których pojawia się zły bohater oraz przebiegłe dziecko niszczące jego plany i przyznam się, że ten zabieg bardzo przypadł mi do gustu, i w żadnej książce się z takim nie spotkałam.

Książka momentami zmusza nas również do refleksji. Nie raz zastanawiałam się nad tym, jak muszą czuć się bohaterowie postawieni w danej sytuacji i nie mówię tutaj tylko o rodzinie Stone’ów. Chodzi mi również o bohaterów drugoplanowych, czyli licytujących oraz znajomych rodziny. Czyny, które popełniają i sposób w jaki się zachowują, pokazują nam, że nie każdy człowiek jest idealny. Najbardziej moją uwagę zwróciła zakonnica – Siostra Benedykta, która zaślepiona bogactwem i sławą również zaczyna grzeszyć.

Życie na podglądzie to piękna opowieść, napisana lekkim jak i oryginalnym stylem, od której nie możemy się oderwać. Cały czas, nieprzerwanie, kibicujemy bohaterom. Wydaje mi się, że jest to książka dla każdego, dla dwunastolatka jak i czterdziestolatka, ponieważ jest ona prosta w odbiorze i niezwykle ciekawa, należy zauważyć, że autor poruszył niebłahy temat.

A wy czytaliście ten tytuł?
Jeśli nie, to czy macie zamiar?
Napiszcie w komentarzach z chęcią poczytam i odpiszę ;)

Znajdziecie mnie również na Niekulturalnie.pl ;)
Czytaj dalej

Przedpremierowa Recenzja "Zaklinacz Ognia"- Cinda Williams Chima

Tytuł: Zaklinacz Ognia
Tytuł oryginału: Flamecaster
Autor: Cinda Williams Chima
Wydawnictwo: Moondrive
Data wydania: 17 sierpień 2017
Liczba stron: 480

  Fellsmarch prowadzi wojnę z Ardenem. Książę Adrian, po tym jak bezwzględny i bezlitosny król Ardenu postanawia zabić jego ojca – Wielkiego Maga, ucieka z domu skrywając się pod innym imieniem w szkole dla uzdrowicieli w Oden’s Ford, gdzie powiększa  swoją wiedzę na temat ziół i trucizn.
Pewnego dnia dopada go kapłan, który za zleceniem króla ma go zabić. Adrian, którego prawdziwa osobowość zostaje ujawniona, zabija wysłannika i postanawia dokonać zemsty na królu, by nie próbował już odebrać życie jemu lub pozostałym członkom jego rodziny. Ponownie przybiera inną osobowość i wkracza do jego pałacu jako uzdrowiciel Adam Freeman. Tam napotyka się na wiele przeszkód, które utrudniają mu osiągnąć cel. Sam zadaje sobie pytanie, czy uda mu się uśmiercić władce i pomścić ojca.

  Jenna, przez część swojego życia pracowała w kopalni, umiejscowionej w Delphi. Tam straciła swoich przyjaciół z winy władcy Ardenu. Ona poprzysięga się zemścić i szkodzić królowi, dlatego dołącza do grupy buntowników, gdzie zwą ją Zaklinaczem Ognia. Dziewczyna oprócz wyjątkowego znamienia posiada tajemnicze umiejętności, takie jak przewidywanie przyszłości, odporność na ogień oraz szybkie gojenie się ran. Okazuję się, że poszukuję ją nieznana jej cesarzowa Kartezji. Król zsyła swojego żołnierza do Delphi, aby ją odszukał i wydał cesarzowej. Schwytana Jenna znajduję się na dworze króla, gdzie ma szanse coś zmienić.

"Tak to już jest z poczuciem winy. Zdaje się, że zawsze jest go wokół aż nadto, a brakuje go jedynie tym, którzy naprawdę są winni."
   Na samym początku poznajemy Adriana – młodego, zdolnego maga jak i uzdrowiciela. Chłopak po śmierci ojca odbywa gruntowną przemianę, zaczyna on zamartwiać się o swoją rodzinę jak i królestwo. Wydarzenia z przeszłości spowodowały, że stał się on bardzo dojrzały i odważny. Przyznam się szczerze, że bardzo go polubiłam, jest to taka postać, do której zazwyczaj pałamy sympatią.
  Kolejną postacią, jest Jenna. Jest ona inna od wszystkich, iż posiada znamię oraz wcześniej wspomniane magiczne zdolności, dzięki którym wyróżnia się ze swojego środowiska. Dziewczyna również traci ważne ze swojego otoczenia osoby, przez króla, dlatego by je pomścić dołącza do organizacji buntowników. Osobiście Jenna troszkę mniej przypadła mi do gustu, może wynikało to z tego iż odgrywała mniejszą rolę niż Adrian i nie miałam większej sposobności by ją poznać.



"Chcę wybrać się do wszystkich tych miejsc, które znam tylko z książek."
  Rzeczą wartą uwagi są tutaj bohaterowie drugoplanowi. A chciałabym tu napomknąć o Destinie i Lili. Obie postacie na pozór służą królowi, gdy jednak poznajemy ich bliżej, odkrywamy, że ich oddanie i wierność, co do króla praktycznie nie istnieją. Przyznaję się, że Destin całkowicie skradł moje serce i momentami, aż mi przykro było, że tak mało go jest, zwłaszcza na samym końcu.

  Pióro autorki jest lekkie, więc nim się obejrzymy już jesteśmy w połowie powieści.  Lecz niestety brakowało mi jednej rzeczy, a było to prawdziwe wybuchowe zakończenie. Po tej książce oczekiwałam czegoś co zostawi mnie ze zdumieniem wymalowanym na twarzy, a okazało się, że książka spokojnie się skończyła jak i zaczęła.


"Zamartwianie się tym, co złe, może zniszczyć to, co dobre."
   Książka ta ma swoje wady jak i zalety. Może i Zaklinacz Ognia nie porwał mojej duszy, ale miło przy tej książce spędziłam czas. Polecałabym tę książkę osobom, które dopiero co zaczynają przygodę z fantastyką, iż świat jest dosyć mocno oklepany i nie pojawiają się w nim nowe elementy fantastyczne. Wahałam się nad oceną tej książki i stwierdziłam, że jest ona po prostu dobra. Moja ocena: 4/5
★★★★ 
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Moondrive 
Znalezione obrazy dla zapytania moondrive wydawnictwo

Czytaj dalej

Recenzja "Confess" - Colleen Hoover

Tytuł: Confess
Tytuł oryginału: Confess
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 10 maj 2017
Liczba stron: 302

  Owen Gentry jest artystą. Swoje dzieła bazuje na często bolesnych wyznaniach, które ludzie pozostawiają anonimowo na kartkach.
Przed wystawą Owen zostaje wystawiony, przez swoją pracownice. Chłopak postanawia wystawić ogłoszenie, w którym poszukuje pomocy.
  Auburn rozpaczliwie potrzebuje dodatkowej pracy, by zapłacić za prawnika, który mógłby pomóc odzyskać jej normalne życie. Dziewczyna widząc ogłoszenie wchodzi do galerii sztuki, gdzie z lekkim wahaniem zgłasza się na pomocnice. Malarz rozpoznaje przybyłą natychmiastowo. Auburn może i go nie zna, ale Owen ją doskonale.


Bo to nie mięśnie czynią człowieka silnymi. Tylko tajemnice. Im więcej sekretów skrywasz, tym silniejszy jesteś w środku.
  Książka już od samego początku przepełniona jest rozpaczą i bólem po stracie. Poznajemy krótką i wbrew pozorom prostą historię Auburn, która w dosyć młodym wieku traci miłość swojego życia przez nieznaną nam chorobę.
  Dla Owena los nie był łagodniejszy, on również spotkał się ze stratą bliskich mu osób. Do dziś on i jego ojciec nie mogą przestać się obwiniać.
Podczas czytania, odkrywamy coraz więcej faktów o tej dwójce i ich trudnej przeszłości jak i sekretach, które wzajemnie przed sobą skrywają.

  Najbardziej w tej książce spodobał mi się pomysł z wyznaniami, które pewnie jak część z was wie, są prawdziwe. Autorka wykazała się kreatywnością i oryginalnością, którą ja nadzwyczaj cenię. Podczas czytania, każdego z nich, wyobrażałam sobie ludzi, którzy odważyli się coś takiego napisać i wysłać do autorki. Podczas lektury Confess nie raz zastanawiałam się jakie wyznanie napisałabym JA.


Czasami ludzie chcą tego, czego nie mogą mieć, i mylą to z uczuciami do drugiej osoby.

  Confess to książka o bólu i stracie, jak i o prawdziwej miłości. Pomimo, iż książka na początku wydaję nam się niewinna to wcale taka nie jest. Hoover stworzyła kawał dobrej roboty i stwierdzam, że ta pozycja bardziej mi się podoba niż  Hopeless. Jest to dosyć krótka i chaotyczna recenzja, ale naprawdę nie mam pojęcia, co mogę jeszcze o tej książce napisać. Spotkałam się z opinią i to nie jedną, że jest to gorsza książka Hoover. Ja się z tym nie zgadzam. Moja ocena: 4,5/5
★★★★,5

Zawsze będę cię kochała, nawet jeśli nie powinnam.
A wy czytaliście Confess? A może macie zamiar?
Napiszcie w komentarzach, z chęcią poczytam.

Czytaj dalej

Podsumowanie lipca ♥

  Hej, lipiec już minął. A co to oznacza? Oczywiście podsumowanie miesiąca ;)
Miesiąc ten był bardzo udany, iż zdołałam wyswobodzić się z klątwy czterech książek na miesiąc :D W lipcu przeczytałam siedem i pół książek! Na zdjęciu widzicie ich sześć, ale zapominałam dodać do niego książek ze słownikiem, więc wybaczcie.

  Na pierwszy ogień poszli Outliersi, których zaczęłam pod sam koniec czerwca. Był to e-book. Książka opowiada o chorej na depresje Wylie, dziewczynie której ojciec jest oddanym swojej pracy naukowcem, oraz której matka zginęła w wypadku samochodowym. Pewnego dnia w drzwiach jej domu, pojawia się matka Cassie,  najlepszej przyjaciółki Wylie, z prośbą o pomoc w odszukaniu córki. Dziewczyna nie widziała przyjaciółki od dawna, iż Cassie popadała w nałogi jak i coraz częściej spędzała czas z niewłaściwym towarzystwem. Chwilkę późnej  przychodzi do niej SMS od Cassie, która prosi ją o pomoc. Książka przepełniona jest zwrotami akcji i intrygami. Jednak momentami, wszystko wydawało mi się przekombinowane.
Moja ocena 3,5/5
★★★,5

  Kolejną przeczytaną pozycją była Lek na Śmierć James’a Dashnera, jest to ostatni tom więźnia labiryntu. Książka jest cu-do-wna. O ile pierwszy tom mnie nudził, a drugi mi się podobał, w trzecim się zakochałam. Może kiedyś napisze recenzje o tej serii. 
Moja ocena 4,5/5
★★★★,5







  Hopeless Colleen Hoover, był 3 przeczytanym przeze mnie tytułem w lipcu. Książka opowiada o dziewiętnastoletniej Sky, za którą pewnego dnia wybiega chłopak, który myli ją z inną dziewczyną. Tyle według mnie powinniście wiedzieć. Książka skrywa wiele tajemnic związanymi z życiem naszej głównej bohaterki. Okazuję się, iż sama skrywa przed sobą wiele sekretów. Książka bardzo mi się podobała, choć momentami była przewidywalna.
Moja ocena: 4/5
★★★★





 W następnej kolejności przeczyłam Alicję w Krainie Carów oraz Tajemniczy Ogród od wydawnictwa [zesłownikiem]. Wiele tutaj się nie będę rozwodzić, dlatego zapraszam was serdecznie do recenzji.









  W lipcu sięgnęłam również po The Call. Wezwanie. Książka okazała się miłym zaskoczeniem, iż słyszałam masę negatywnych opinii. Tytuł ukazuje nam dystopijny świat, w którym nastolatkowie są porywani, aby doświadczyć 3 minuty w Szaroziemu czyli okropnej krainie bez barw, zamieszkanej przez Sidhów i ich okrutnych stworów. Po więcej zapraszam do recenzji.
Moja ocena: 4/5
★★★★







  Kolejną przeczytaną przeze mnie w lipcu książką, były Kroniki Jaaru. Księga Luster Adama Fabera. Opowiada ona o losach Kate Hallander, która wraz ze swoją ciotką mieszka w Londynie i prowadzi życie typowej nastolatki. Pewnego dnia trafia do sklepu z magicznymi przedmiotami. Sprzedawczyni za ladą, widząc ją, podchodzi do niej i podarowuje jej Księgę Luster. Po szczegóły również zapraszam do recenzji. Według mnie książka, jest raczej kierowana do młodszych czytelników, iż język jest bardzo prosty, a książka bardzo lekka. Pomimo tego warto do niej zajrzeć i odprężyć się przy niej i jej prostocie. Moja ocena 3,5/5

★★★,5


  Ostatnim tytułem, po który sięgnęłam w czerwcu był Quidditch przez wieki J.K, Rowling. Spędziłam przy tej książce bardzo przyjemnie czas. Nie sądziłam, iż historia i rozwój quidditcha mogły mnie tak wciągnąć.
Moja ocena 4/5
★★★★









  Jestem bardzo zadowolona ze swojego wyniku, mam nadzieję, że w następnym miesiącu przeczytam drugie tyle (Ambitna jestem :’D) Chciałabym dodać, że niestety nie udało mi się napisać recenzji Hopeless, Outliersów, oraz Leku na Śmierć. Lecz niestety brak czasu i zaległości robią swoje.

A wy ile przeczytaliście w lipcu?
Jaki tytuł najbardziej przypadł wam do gustu? ;)
Czytaj dalej