"Król Kier" – Aleksandra Polak│RECENZJA

Tytuł: Król Kier
Autor: Aleksandra Polak
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: października 2017
Liczba stron: 360

Alicja jest zwykłą nastolatką, chodzącą do klasy maturalnej. Prowadzi proste i spokojne życie.
Jak na dziewczynę przystało, z zapałem wyczekuje swojej studniówki, którą planowała od dawna. Niestety, wszystko idzie nie tak. Alicja nie przewidziała, że tego dnia jej związek zawiśnie na włosku. Jej przyjaciółka – Julia, chcąc ją pocieszyć, zabiera ją na cyrkową wystawę. Tam poznaje przystojnego i tajemniczego Hadriana, który przed wyjściem podarowuje jej karteczkę zawierającą wiadomość – „Jutro o dziewiętnastej”.
Nie będę owijać w bawełnę. Z bólem serca muszę przyznać, że książka ta jest jednym wielkim zbiorem schematów, jakie przewijają się w książkach dla młodzieży. Wystarczy spojrzeć na postacie oraz wykreowany przez Aleksandrę Polak świat.
Na ten moment zatrzymajmy się na bohaterach.

Alicja jest to kolejna szara myszka, która prowadzi dosyć zwyczajne życie. Dobrze się uczy, ma najlepszą przyjaciółkę oraz kochającego chłopaka. Jesteśmy nawet w stanie stwierdzić, że jest szczęśliwa i zadowolona ze swojej dotychczasowej „egzystencji”. Jednak pewnego dnia wszystko się wali. Dosłownie. Przy niej zostaje tylko najlepsza przyjaciółka.
Nie za bardzo polubiłam Alicje, jej zachowanie bardzo mnie drażniło. Często była niezdecydowana, przez co leciała na dwa fronty, nawet nie zerwała z chłopakiem, a już rzucała się w ramiona Hadriana. Wiem, że miało to być coś w rodzaju trójkąta miłosnego, jednak według mnie coś poszło nie tak. Do tego często w momentach zagrożenia, była jak zbędna kula u nogi. Zresztą nie tylko ja tak sądzę, bo pewna postać w książce również :’D
Jeśli chodzi o Hadriana… To cóż. Hadrian to po prostu ten tajemniczy. Do niego nic nie mam, aczkolwiek wydaję mi się, że jest nijaki. Wiecie ile już takich tajemniczych i przystojnych postaci, przewijało się książkach tego typu? Dużo. To czyni go mało oryginalnym. Za to postać, która niesamowicie mnie zaintrygowała to uwaga, uwaga, brat Hadriana – Tristan. W książce pojawił się może z 2-3 razy i wielka szkoda, bo wydaję mi się, że to postać z potencjałem.

Kolejna rzecz, która drażniła mnie w Królu Kier były pojawiające się w nim szkolne stereotypy. Nie zabrakło w nim głupiej przyjaciółeczki, kujonów ubrane w swetry w romby oraz napuszonych szkolnych gwiazd. Dla niewtajemniczonych – szkoła tak nie wygląda.

Jestem zawiedziona również faktem, że magia w tej książce wkracza bardzo późno. Co prawda, jest to jedyna rzecz, którą czyni tę książkę trochę „inną”. Ale tylko trochę. Bo koniec końców, każdy z nas po tytule, jak i okładce oczekuje od tej pozycji przygód i przede wszystkim magii, a nie tylko obyczajówki czy romansu, którym przez większość powieści ta pozycja jest. Gdy jednak doczekałam się tego momentu, gdzie magia wkroczyła do akcji, odniosłam wrażenie, że gdzieś to słyszałam. Walka z demonami, sposób, w jaki powstał Circus Lumos oraz zachowanie naszej kochanej pary – Hadriana i Alicji. Nocni łowcy, Osobliwy dom Pani Peregrine oraz Zmierzch. O to, z czym kojarzył mi się ten magiczny świat i niestety, niezbyt pozytywnie.

Król Kier to książka jakich wiele, nie ukrywam, że po tej całej fali krytyki, która poleciała na ten tytuł, spodziewałam się czegoś gorszego, okazało się jednak, że jest to najzwyklejsza młodzieżówka na świecie (jak główna bohaterka, badumts). Ta książka jest przeciętna, nie ukrywajmy. Szkoda, bo z tego, co wiem to Aleksandra Polak, jest bardzo młodą debiutantką. Mam nadzieję, że po tym wszystkim się nie zniechęci. 

★★★

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona:
.
Czytaj dalej

"Z popiołów" – Martyna Senator│RECENZJA

Tytuł: Z popiołów
Autor: Martyna Senator
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 8 listopada 2017
Liczba stron: 336

Po ciężkim dniu, Sara wraca z uczelni do domu. Dziewczyna, marząc o tym, by jak najszybciej dotrzeć do mieszkania postanawia udać się do niego skrótem. Sara, prawie że natychmiast żałuje podjętej decyzji. Na jej drodze pojawia się sześciu dresiarzy, którzy ewidentnie nie są mile nastawieni. Na szczęście z opresji zbawia ją niejaki Michał, który idąc wyrzucić śmieci, zauważa dziewczynę w niebezpieczeństwie. Gdy zagrożenie mija, Michał zaprowadza Sarę do baru, gdzie pracuje, by mógł ją po pracy odwieźć. Przez pewien zadziwiający zbieg okoliczności okazuje się, że właścicielka lokalu, w którym pracuje Michał, desperacko poszukuje wykonawcy na sobotni występ. Sara, dowiedziawszy się o tym, postanawia pomóc. Zgłasza się, nieśmiało wyznając, że umie śpiewać, jak i grać na gitarze.

Od tego dnia mijają tygodnie, a znajomość Sary z Michałem coraz bardziej się rozwija. Chłopak zaczyna liczyć na coś więcej, jednak nie wie on o okropnej przeszłości Sary, która nadal ją prześladuje. 
Polscy autorzy coraz częściej mnie zaskakują. Niebawem w moim czytelniczym życiu nadejdzie taki moment, gdzie dobre polskie książki nie będą już dla mnie niespodzianką, lecz oczywistością. Wydawnictwa, jak i sami autorzy ewidentnie walczą ze stereotypem, iż „to, co polskie jest złe”. Autorzy dokładają wszelkich starań, by książka była dobrze zbudowana i miała świetną fabułę, a wydawnictwa poprawiają i korygują błędy oraz sprawiają, by okładka była równie piękna, jak przy książkach zagranicznych pisarzy. Dziś o jednej z takiego rodzaju książek, czyli „Z popiołów”. Jest to polskie New Adult napisane przez Martynę Senator, które swoją premierę miało 8 listopada 2017 roku. Do tej książki podchodziłam z zaciekawieniem, ale również z dystansem. Mając jednak zaufanie do Czwartej Strony, z chęcią się za ten tytuł zabrałam.

Głównymi postaciami tej powieści są oczywiście Sara i Michał, którzy poznają się przez przypadek. Sara jest to osoba z ciężką przeszłością, przez którą jest dosyć nieśmiała i niepewna siebie, jak i zamknięta w sobie. Nie ma zbyt dużej ilości znajomych, za to posiada najlepszą przyjaciółkę na świecie, która jest jej kompletną przeciwnością.
Michała trochę trudniej mi opisać, aczkolwiek na pewno mogę o nim powiedzieć, że jest dobry i opiekuńczy. Mam jednak wrażenie, że jest on postacią bez charakteru lub jakiegokolwiek zarysu. Jest to po prostu bohater, którego możemy poznać w wielu innych książkach tego typu.
Polubiłam ich obu, nawet Michała, który momentami jest postacią „bezpłciową”.

Romans w tej książce wydał mi się naturalny i, prawie że codzienny, za co najbardziej cenie tę książkę. Do tego czytało mi się ją zaskakująco szybko i przyjemnie. Najbardziej do ciągłego czytania motywowała mnie chęć wiedzy o przeszłości głównej bohaterki, która nie od razu jest dla nas oczywista.

Z popiołów to również kopalnia cytatów, co zresztą widzicie na zdjęciu poniżej. Niektóre z zaznaczonych fragmentów są w stanie odzwierciedlić ból, jaki przeżywa główna bohaterka, a niektóre zdania są wyrażone najzwyklejszymi na świecie słowami, a i tak robią wrażenie. Można znaleźć również cytaty innych znanych lub mniej znanych osób.

Według opisu mogliście wywnioskować, że jest to kolejna ckliwa historyjka o miłości, która potrafi wszystko naprawić. Niemniej jednak nie macie się czego obawiać. Cała historia (jak i zresztą wątek romantyczny) wydać się może codzienna. Sprawę ułatwia akcja rozgrywająca się w pięknym Polskim mieście – Krakowie.

Więc jeśli macie ochotę, sięgnąć po jakiś lekki romans z problemami przeszłości, to osobiście polecam wam „Z popiołów”.

★★★

Za egzemplarz do recenzji dziękuję bardzo Wydawnictwu Czwarta Strona:
Czytaj dalej

"Złotowidząca. Schronienie" - Rae Carson│RECENZJA

Tytuł: Złotowidząca. Schronienie.
Tytuł oryginału: Like a River Glorious
Autor: Rae Carson
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 18 października 2017
Liczba stron: 352
Tom: 2
Leah wreszcie trafia do Kalifornii. Ze względu na fakt, iż dziewczyna niedaleko wybrzeża, wyczuwa sporą ilość złota, wraz z przyjaciółmi postanawia się tam osiedlić.
Lee w nowym miejscu czuje się szczęśliwa i zaczyna go traktować jak własny dom. Tymczasem na teren zjeżdża się coraz więcej poszukiwaczy złota. Frankowi Dilleyowi, nie uchodzi to uwadze i niedługo potem zjawia się w małej osadzie.
Dziewczyna, widząc swojego dawnego współtowarzysza, który pozostawił ją i jej przyjaciół w trakcie podróży na pastwę losu, stara się go pozbyć. Niestety, przybyły ma dla niej wiadomość od bezwzględnego i podłego wuja Hirama.

Seria ta przeszła gruntowną przemianę. Pamiętam, że pierwszy tom był dobry, lecz niestety miał pewne wady w tym styl, który początkowo mnie irytował.
Ta część całkowicie mnie zaskoczyła. Bohaterowie stali się dojrzalsi, styl autorki zdecydowanie bardziej mi się spodobał, a akcja i fabuła... świetna jak poprzednio, a może i nawet lepsza! Jednak po kolei.

Na sam początek rzucił mi się w oczy styl. Który przecież niewiele powinien się zmienić od poprzedniego tomu. Dostrzegłam jednak, że autorka zaczęła dodawać trochę więcej opisów, porównań, lepszych słów. I tak o to książka była napisana, jak na młodzieżówkę przystało.

Kolejna rzecz rzucająca się w oczy to bohaterowie. Prócz tego, że sama Leah ciągle wspominała o dojrzałości Jeffa, zauważyłam, że sama bardzo się zmieniła. Stała się silniejsza, mądrzejsza i ostrożniejsza. Przywiązałam się również do niektórych postaci drugoplanowych, a dokładniej do Pani Joyner, Jaspera, Toma i Henrego, Majora, Andy’ego oraz Olive. Poznałam również od kompletnie innej strony wuja Hirama. Początkowo wydawał mi się on nijaką i niegodną uwagi postacią. Był po prostu czarnym charakterem tej powieści – nic więcej. Jednakże w tej części mogłam spojrzeć na jego osobę trochę z innej strony.

Fabuła i tempo akcji dorównują poprzedniemu tomowi, a może nawet go wyprzedzają. Nigdy bym nie pomyślała, że w ciągu tych trzystu stron może się stać tak wiele, a zarazem tak naturalnie.

Wątek romantyczny nie jest nachalny, a wręcz prosty i prawdziwy. Zapoczątkowany w pierwszym tomie, zaczął się rozwijać w drugiej części. Znajdował się bardziej na drugim planie, niż na pierwszym co było dla mnie bardzo miłą odmianą, po tych wszystkich młodzieżówkach, gdzie miłość jest wątkiem przewodnim, a wykreowany przez autora świat tylko tłem.

Podsumowując – o ile pierwszy tom (Złotowidząca. Ucieczka) był dobry, to kolejna część (Złotowidząca. Schronienie) była bardzo dobra. Jeśli jeszcze się zastanawiacie czy warto zacząć czytać tę serię, a dokładniej z tego, co wiem trylogię, to myślę, że warto spróbować. Bardzo miło spędziłam z nimi czas i po raz kolejny ze zniecierpliwieniem czekam na kolejną przygodę ze Złotowidzącą.
★★★★,5


Za egzemplarz do recenzji dziękuję bardzo Wydawnictwu Jaguar:
Czytaj dalej

"Psiego najlepszego"- W. Bruce Cameron│RECENZJA

Tytuł: Psiego najlepszego
Tytuł oryginału: The Dogs of Christmas
Autor: Bruce Cameron
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 9 listopada 2017
Liczba stron: 296

Josh stara się dalej prowadzić swoje dotychczasowe życie, po rozstaniu ze swoją dziewczyną Amandą. Mężczyzna pomimo chęci i starań nie potrafi o niej zapomnieć. Pewnego dnia przebywając w barze, Josh poznaje swojego nowego sąsiada Ryana.
Po pewnym czasie sąsiad odzywa się znów i pojawia się przed drzwiami Josha z prośbą o pilnowanie ciężarnej suczki Lucy podczas jego wyjazdu do Francji. Pomimo odmów Josha mężczyzna zostawia psa i odjeżdża, nie pozostawiając po sobie śladu. Przerażony Josh nigdy nie miał psa i nie wie jak dobrze zaopiekować się Lucy, a co dopiero szczeniakami. Postanawia jednak przygarnąć psinkę i zatroszczyć się o nią i jej szczeniaków jak najlepiej. Niepewny tego, co powinien zrobić, kontaktuje się ze schroniskiem, gdzie tam szukając pomocy, natrafia na uroczą dziewczynę – Kerri.


Byłam w kinie na Był sobie pies i film bardzo mi się spodobał. Chciałam również w tamtejszym czasie sięgnąć po książkę. Niestety jednak, jak to w życiu książkoholika bywa, w koszyku pojawiły się inne „ważniejsze” tytuły. Właśnie dlatego, gdy na rynku pojawiła się kolejna książka Bruce’a Camerona, stwierdziłam, że tym razem muszę tę książkę przeczytać. I tak się stało. 
A więc co sądzę o Psiego Najlepszego?

Jest to przeurocza historia, tym razem nie tylko o przyjaźni między człowiekiem a psem, ale również o miłości. Bardzo dużo osób porównuje tę książkę do komedii romantycznej i uważam, że to określenie jest jak najbardziej trafne. Wpadki głównego bohatera oraz przygody, jakie mu się przytrafiają, są zadziwiające i nie raz przez to było mi do śmiechu.


Jeśli boicie się sięgnąć po książkę, bo uważacie, że tam, gdzie są pieski jest również śmierć, to nie macie się czego obawiać. Co prawda znalazł się moment gdzie moja wrażliwość automatycznie z off przeszła na on i parę łezek ze wzruszenia poleciało. Ci, co czytali pewnie wiedzą o którym momencie mowa.

Styl autora zachwycił mnie. Bardzo spodobało mi się to jak Bruce poprzez bohaterów, opowiadał o psiakach. O odpowiedzialności, jaką ze sobą niosą, ale jakimi za to przyjaciółmi mogą się stać. Osobiście mam w domu kota, ale nie stało to przeszkodzie do zrozumienia przekazu autora.


Psiego Najlepszego, to idealna książka na święta. Jedziecie do rodziny na wigilie, która mieszka daleko i nie wiecie co ze sobą począć podczas podróży? Żaden problem, czas możecie sobie umilać lekturą tej oto książki. Książka może być również świetnym prezentem, gdyż jest to króciutka, ciepła, jak i urocza historia, która myślę, że spodoba się każdemu. 

★★★
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu
Czytaj dalej

"Miłość, która przełamała świat" - Emily Henry│RECENZJA

Tytuł: Miłość, która przełamała świat
Tytuł oryginału: The Love That Split the World
Autor: Emily Henry
Wydawnictwo: YA!
Data wydania: 14 czerwca 2017
Ilość stron: 400

Natalie powoli zmierza ku końcowi swego dotychczasowego życia. Kończy szkołę i powoli przygotowuje się do wyjazdu na studia ze swojego rodzinnego miasteczka w Kentucky. Plany dziewczyny zmieniają się o sto osiemdziesiąt stopni po ponownych odwiedzinach tajemniczej staruszki, zwaną przez Natalie „Babcią”. Babcia przychodziła w nocy do Natalie od kiedy była dzieckiem, kobieta podczas tych krótkich spotkań opowiadała dziewczynce indiańskie opowieści. Jednak przez pewien czas Babcia przestała przychodzić, a gdy po latach powróciła, przekazuje dziewczynie wiadomość „Masz tylko trzy miesiące, aby go uratować” – tak brzmiało jedno z jej ostatnich zdań, a potem kobieta ponownie zniknęła.

Po nieoczekiwanej wizycie, zdezorientowana dziewczyna zaczyna dostrzegać, że coś jest nie tak. Budynki i ludzie znikają, a w ich miejsce pojawiają się inne budowle lub co dziwniejsze stada bizonów. Pewnego dnia, gdy ponownie wszystko wokół znika, zauważa chłopca. 
Kim on jest?
Dlaczego się pojawia, a wszystko inne wokół niej znika?

Muszę już na samym początku wspomnieć, że niestety ta książka mnie zawiodła.
Zaczynając tę powieść, nie miałam co do niej żadnych oczekiwań. Jednak po przeczytaniu pierwszych stu stron pomyślałam – kurcze, to będzie dobre. Niestety bardzo się myliłam.

Książka rozpoczyna się dokładnie w tym przełomowym dniu, kiedy do Natalie przychodzi Babcia. Fabuła się rozwija, coraz więcej wydarzeń zaczyna nas intrygować, a czytelnik wraz z główną bohaterką zadaje sobie coraz więcej pytań. Wszystko ładnie pięknie do momentu, gdy pojawia się Baeu, czyli chłopiec wspomniany przeze mnie w opisie. Nagle nasza główna bohaterka traci głowę dla chłopaka, którego prawie nie zna. I tak o to nasza droga Natalie, zamiast rozwikłać zagadkę, zajmuje się rozterkami miłosnymi i nie tylko. Wątek romantyczny naprawdę nie byłby zły, gdyby nie fakt, iż przez niego „wątek paranormalny” zszedł na drugi plan.

Autorka miała świetny i oryginalny pomysł, który źle wykorzystała. Wiele w tej książce było przekombinowane. Miałam wrażenie, że Emily Henry zmierzając ku końcowi swej powieści, wreszcie się ocknęła i pomyślała – Czas jakoś rozwiązać tę sprawę – i dopisała resztę. No i rzeczywiście rzekomo ją rozwiązała. Niestety było to tak chaotycznie wytłumaczone, że to i tak cud, że połowę zrozumiałam.
Miłość, która przełamała świat ma również masę błędów logicznych. Jednak mnie to nie dziwi, autorka tak kombinowała, że się o własne nogi potkneła.

A sama książka dłużyła mi się niesamowicie. O ile pierwsze strony przeczytałam bardzo szybko, to reszta zajęła mi ponad dwa tygodnie.

Znalazły się jednak też jakieś małe plusy. Jednym z nich jest styl autorki, który nie jest banalny. Ciekawe były również ostatnie 2 rozdziały, a zwłaszcza ostatni. By wam zbyt wiele nie zdradzić, powiem wam, że ostatni rozdział idealnie nawiązał do klimatu całej książki, a zwłaszcza do opowieści Babci.

Według mnie Miłość, która przełamała świat to niewykorzystany potencjał. Początek był naprawdę dobry, niestety na reszcie się zawiodłam. Pani Emily miała świetny pomysł na fabułę i całkiem dobre pióro, niestety myślę, że jeszcze nad wieloma rzeczami trzeba by było popracować.
Moja ocena: 2,5
★★,5

Za egzemplarz dziękuję bardzo wydawnictwu YA!

Czytaj dalej

"Lab Girl"- Hope Jahren│RECENZJA

Tytuł: Lab Girl
Tytuł oryginału: Lab Girl
Autor: Hope Jahren
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 8 listopad 2017
Liczba stron: 432

Hope Jahren już jako mała dziewczynka darzyła zamiłowaniem rośliny. Uwielbiała przebywać w laboratorium ojca oraz pomagać mamie przy pracy w ogrodzie, zamiast bawić się z rówieśnikami. Będąc już młodą dorosłą, Hope postanawia wkroczyć w świat nauki i botaniki, gdzie napotyka na przeszkody, ale i również na przyjaciela.

Hope w swojej książce nie przedstawia nam tylko własne przeżycia, ale i również ciekawostki związane ze światem roślin. Krótkie rozdziały poświęcone roślinom, momentami potrafią poruszyć czytelnika oraz go niesamowicie zaintrygować. Drzewo  nie pozostaje już tylko drzewem, lecz zaczyna stawać się czymś więcej – istotą, którą możemy darzyć uczuciami.

Nie spodziewałam się, że autorka będzie umieć pokazać nam świat roślin z jej punktu widzenia.  A jednak jej się to udało. Opowiada o roślinach czule i z fascynacją. Pokazała nam miłość, którą darzy swoją pracę, pasje, jak i zamiłowanie. Jest to pierwsza przeczytana przeze mnie autobiografia i stwierdziłam, że mam zamiar sięgać częściej po książki tego gatunku i chodzi mi tutaj o autobiografie, jak i o biografie.

Jahren nie opowiada tylko o roślinach i własnych przeżyciach, opowiada również o swoim przyjacielu – Billu. Towarzyszy jej on prawie przez całą książkę. Hope przedstawiła jego osobę bardzo pozytywnie, przez co po prostu nie da się go nie lubić.

Styl autorki jest bardzo przejrzysty i klarowny, bardzo go polubiłam. Przez książkę przewija się dużo naukowych wyrażeń zrozumiałych jak i trochę mniej. Jednak w większości przypadków nie mamy trudności ze zrozumieniem przekazu autorki. Każdy rozdział kończy się, można by rzec, podsumowaniem lub morałem i to właśnie w tych fragmentach najczęściej zaznaczałam cytaty :D

Lab girl to książka o roślinach i prawdziwej przyjaźni, która bardzo mnie zaskoczyła. Nie sądziłam, że aż tak ta pozycja mi się spodoba. Czy polecam? Zdecydowanie tak :)

★★★


Macie zamiar sięgnąć po Lab Girl?
A może znalazł się tu ktoś, kto miał szansę już ten tytuł przeczytać?


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu :)
Czytaj dalej

"Człowiek, który widział więcej " - Eric-Emanuel Schmitt│RECENZJA

Tytuł: Człowiek, który widział więcej
Tytuł oryginału: L'Homme qui voyait à travers les visa ges
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 8 listopad 2017
Liczba stron: 368

Augustin nie ma łatwego życia. Będąc stażystą w miastowej redakcji, nie ma grosza przy sobie, gdyż jego pracodawca – Pegard nie wydaje mu należytego wynagrodzenia, przez co chłopak często musi borykać się z głodem, jak i mieszkać w opuszczonych budynkach. Gdy pewnego dnia zostaje wysłany „na ulice”, by zdobyć jakieś ciekawe informacje od mieszkańców do nowego artykułu, Augustin staje się świadkiem ataku terrorystycznego. Co ciekawe, na ramieniu zamachowca, chłopak zauważa pewną postać. Kto to – tego Augustin nie jest pewien.
Szczerze powiedziawszy, rzadko sięgam po taki gatunek literacki. Nie dlatego, że mi się on nie podoba tylko dlatego, że przeważnie wolę zagłębiać się w niesamowite fantastyczne światy niż w naszą szarą i ponurą rzeczywistość. Jednak co za dużo to nie zdrowo i czasami warto po „mądrzejszą” książkę sięgnąć. Poza tym Człowiek, który widział więcej zaintrygował mnie swoim opisem, jak i okładką, więc tym razem stwierdziłam – czemu by nie i sięgnęłam po tę powieść.

Książka już przy pierwszych stu stronach zaimponowała mi postaciami, stylem, oraz trudnymi tematami poruszanymi przez autora. Niestety do czasu.
W połowie książki zaczęło się pojawiać coraz więcej wątków, to mniejszych to większych. Miały ze sobą  wiele wspólnego jednak bardzo sztucznie się one przeplatały.
Autor poruszał daną kwestie i nagle, zostaje ona można by rzec zapomniana i zaczyna się kolejny wątek, gdy to znów po paru rozdziałach zostaje zapominany i wraca ten poprzedni i tak na okrąglo.
Momentami miałam również wrażenie, iż autor chce za pomocą 350 stron przekazać zbyt wiele. W książce przewijają się takie tematy jak: ataki terrorystyczne, wpływy mediów, poczucie niezrozumienia, bezdomność, religia, wiara w Boga, jak i sam Bóg, pisarstwo, życie poza śmiercią i wiele innych różnorodnych tematów. Jest to powieść filozoficzna więc nic dziwnego, że wiele takich kwestii jest poruszanych, jednak osobiście mam wrażenie, że na taką skromną ilość stron to zdecydowanie za wiele.

Jednak książka ta nie jest taka zła, gdyż znalazły się rzeczy, które spodobały mi się. Przykładowo niesamowicie polubiłam głównego bohatera – Augustina. Jest on wrażliwy i opanowany, nie zamartwia się i cieszy się tym, co ma. Często byłam w stanie zrozumieć Augustina, dzięki czemu bardzo się do niego przywiązałam.

I to zakończenie. Te ostatnie parę stron dały mi tak wiele do myślenia. Podczas ich czytania odczułam ukłucie niesprawiedliwości, zdałam sobie również sprawę z tego, jak często człowiek jest okrutny wobec siebie i innych, jak i z tego, że to ludzie sami podkładają sobie kłody pod nogi.

Więc polecam wam w końcu ten tytuł czy nie? Moja odpowiedź brzmi – nie mam pojęcia. Do tej książki mam strasznie mieszane odczucia, dlatego pozostawiam wam podjęcia decyzji sięgnięcia po tę powieść, jak i ocenienia jej.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak Liternova
Czytaj dalej